Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lektura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lektura. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 11 października 2016
"Brulion Bebe B."
Uwielbiam czytać i moim ulubionym przedmiotem jest język polski, lecz mimo mej miłości do niego, lektur szczerze nie znoszę. Nie cierpię, gdy narzucane jest mi co mam czytać mimo, że zaplanowaną mam napiętą kolejkę, której choć lekkie poruszenie może przyprawić mnie o ból serca. Dodatkowo sam fakt, że muszę czytać coś na co nie mam w danym momencie ochoty jest irytujące. Są wyjątki oczywiście, gdy zakochuję się w owych tytułach, ale nie często się to zdarza. W momencie, kiedy dowiedziałam się, że dostępne są wymagania do olimpiady z drżeniem serca sprawdzałam tegoroczne lektury. Musierowicz. Hm,... "Popiołem w rosole" zachwycałam się dawnymi czasy , zaś nad "Szóstą klepką" płakałam w niepozytywnym tego słowa znaczeniu... Podchodziłam, toteż do "Brulionu Bebe B." z więlką niechęcią i lękiem. Czy słusznie?
Bebe jest córką ekscentrycznej, roztrzepanej aktorki Józefiny. Atmosfera w jej domu jest wyjątkowo artystyczna i jako swoistą "tarczę obronną" przed światem postanawia obrać strategię jak największego opanowania, nie okazywania większych, wylewnych uczuć. Jakże wielkie jest jej zdzwienie, gdy po powrocie z wakacji zastaje całkowicie niespodziewaną wiadomość od rodzicielki, która na najbliższe miesiące diametralnie zmieni jej jak i brata Kazia codzienność Przypadkiem zawiązuje też znajomość z Dambo tak różnym od niej. Czy zmieni on postępowanie naszej bohaterki ? Jak będzie wyglądać relacja dwóch tak odmiennych osobowości?
Jestem mile zaskoczona tą lekturą. Biorąc ją do dłoni modliłan się, aby nie była ona tak bardzo oporna w czytaniu, gdyż do konkursu będę zmuszona bardzo skupić się na niej i najlepiej kilka razy jeszcze do niej powrócić. Na szczęście okazało się być całkkowicie inaczej niźli się spodziewałam.Po pierwszych kilkudziesięciu stronach nie tylko przestałam narzekać na wybór tegorocznej lektury , ale i z chęcią powracać, pod koniec nawet z niecierpliwością.
Niewątpliwą zaletą tego tytułu jest jego lekkość,wszechobecny humor. Nie jeden raz podczas tej lektury wybuchałam śmiechem chociaż muszę zaznaczyć, że jest też kilka smutniejszych wątków. Cieszę się, że i zadumy, smutku nie zabrakło. Czytając lektury, w których pojawia się wątek miłosny często obawiam się, czy autorka dobrze go poprowadzi. Czy nie będzie on zbyt naiwny, nielogiczny ? Na szczęście ten występujący w "Brulionie Bebe B." jest naprawdę sympatyczny. Nie jest też tylko jeden...
Książkę tę czyta sie wyjątkowo przyjemnie. Sympatyczna. często zabawna, ale nie zachwyciła mnie... Czytałam wiele lepszych tytułów, wywołujących większe emocje u mnie. "Brulion Bebe. B" nie jest złą książką i myślę, że warto po nią sięgnąć w wolnym czasie, ale nie utkwi ona szczególnie w mojej pamięci i osobiście wątpie czy zwróciłaby moją uwagę w księgarni, bibliotece. Moja ocena, to 3/5
Etykiety:
Lektura,
Literatura młodzieżowa,
Literatura polska
poniedziałek, 29 lutego 2016
Co nieco o "Krzyżakach"
Wiele już było dyskusji o sensie lektur czy dobrze, że są, bo "zmuszają" młodzież do czytania i każda ma za zadanie coś przekazać np. oddać klimaty średniowiecza czy jakieś rozważania autora w kwestiach moralno-filozoficznych, ale w sumie też po nikąd odstraszają niektórych od czytelnictwa, bo rzadko kiedy jakiegoś nastolatka interesują krzyżacy czy potop ( on akurat jest świetny!). Ja niestety długo męczyłam tę książkę z utęsknieniem spoglądając na inne pozycje z mojej biblioteczki i odliczałam strony, ile jeszcze do końca...
Tak naprawdę nie wiem czy wypada recenzować czy nawet bardziej lekko mówić swoje odczucia o tak ważnej, wielkiej księdze autorstwa Sienkiewicza. Dla wielu osób była przecież ona tak ważna, odegrała nie małą rolę w świadomości naszych przodków zwłaszcza w trudnych chwilach naszego kraju. Z przyjaciółmi nie raz jednak wywodziłam się o moich odczuciach z czytaniem jej i myślę, że nie będzie nic złego jak podzielę się nimi z moimi czytelnikami.
Każde pokolenie jest inne, coś co niedawno było innowacyjne, zaskujące obecnie jest czymś pospolitym. Podobnie jest w literaturze. Czytając wiekowe lektury często zacinamy się w nich i porzucamy dalsze poświęcanie im czasu albo brniemy na siłę. Nie zawsze tak jest oczywiście. Niektórym upływ czasu nie szkodzi a nawet podnosi ich ocenę. Są też osoby, które po prostu lubią dawny sposób pisania i są tego koneserami. Ja plasuję się gdzieś pośrodku i momentami styl pisania naszego noblisty nie tylko nie podobał mi się a nawet irytował...
Podziwiam wkład i poświęcenie jakie włożył jednkaże w pisanie niechudej książki tak bogatej w szczególiki, różne opisy. Za to kłaniam mu się nisko i przyznam, że wiele osób nużą całe strony o życiu dworskim, postępowaniu rycerzy czy wadach zakonu krzyżackiego, to mnie umilały lekturę i szczerze podobały się ! Z całą pewnością to one utrzymywały mnie przy lekturze.
Choć Maćka z Bogdańca uwielbiam, to Zbyszko średnio przypdał mi do gustu. Plasuje się on mimo wszystko wyżej niż Danusia... Nie wiem czemu, ale strasznie jej nie lubiałam! Wiem, że miała ona zaledwie 12 lat, ale to wychwalanie jej pod niebiosa przy jej dość.... nudnym charakterze, działało mi lekko na nerwy. Jej losy napędzają głównie akcję, ale w porównaniu do świetnie skonstruowanej postaci Jagienki wypada licho. Hława również przywoływał mi uśmiech na twarzy zaś doświadczony przez życie, budzący strach Jurand ciekawił mnie niezmiernie.
Maćko,postaci drugoplanowe oraz liczne opisy to wielka zaleta tej powieści. Niestety nie śpiesząca się akcja i brak wywoływania u mnie większych, gwałtowniejszych uczyć, cóż to przechyla jednak szalę i nie będę zbyt mile wracać choćby wspomnieniami do "Krzyżaków". Gdybym może sięgnęła po nich w przeze mnie wybranym momencie i kiedy naprawdę bym tego chciała, to może bardziej dałabym się ponieść histori o miłości, która nie zna granic, ale również o tej nieśmiałej, nieodwzajemnianej. O walce z wrogiem, który od lat toczy krew narodowi, pięknie ukazane realia średniowiecza na ziemiach polskich. Tak jednak nie za bardzo przypada mi do gustu.
Takie są moje przemyślenia zaraz po skończeniu lektury.Ja teraz z radością wybiorę dowolną książkę, z którą wreszcie spędzony czas będzie moim wyborem. Jakie są jednak wasze wspomnienia i przemyślenia o "Krzyżakach"?
Etykiety:
Lektura,
Literatura polska,
Romans,
Średniowiecze
niedziela, 1 lutego 2015
"Bajki robotów"
Mówi się, że do niektórych książek trzeba dojrzeć. Jestem młodą osobą, więc jeszcze za bardzo nie mogę stwierdzić czy to prawda. Moja przygoda z tą książeczką przeczy jednak tej regule. Po raz pierwszy sięgłam po nią jak byłam całkiem mała. Miałam wtedy około 9 lat. Nie rozumiałam jej i odłożyłam po kilku rozdziałach.
Nie dawno przydarzyła mi się okazja, by po nią sięgnąć. Właściwie to dwie, bo zmuszona jestem ją czytać po raz drugi, ponieważ jest moją lekturą tym razem szkolną. Upływ lat nic nie zmienił a książka ta wciąż jest dla mnie niezrozumiała zaś moje odczucia względem niej są zdecydowane i bezlitosne.
Lektura ta jest zbiorem kilkunastu bajeczek, których bohaterami są roboty i momentami ludzie.
Maszyny te czują i zachowują się całkowicie jak my a zamieszkują niezliczone rzesze planet w kosmosie.
Ich państewka również przypominają ludzkie. W jednych żyje się dobrze, w zgodzie i pokoju, zaś w innych panuje król, którego pomysły nie raz kosztują poddanych wiele cierpień. Jednego pasją są wojny, inny zaś panicznie boi się, że ktoś mu zaszkodzi i potrafi kazać zabijać bezbronnych, bo wciąż pamięta pewną wróżbę. Przygody bohaterów są nie raz dziwne np. wyścig w stawaniu się mniejszym.
Rzadko, kiedy liczę ile rodziałów zostało mi do skończenia książki. Tym razem byłam po prostu zmuszona.
Lektura ta jest straszna ! Nazwy planet i bohaterów nie da się wypowiedzieć a co dopiero zapamiętać.
Postacie uwielniają ucinać sobie pogawędki o różnych maszynach a zwłaszcza jak one działają i są zbudowane. Wogóle nic nie trzymało mnie przy czytaniu i chętnie bym je porzuciła, gdyby nie to, że to lektura na konkurs polonistyczny, na którym bardzo mi zależy zwłaszcza,, że dotarłam do wojewódzkiego etapu.
Może nie jest ona adresowana właśnie do takich odbiorców jak ja. Być może tylko dla pasjonatów tego gatunku literatury, którzy rozumieją i lubią monologi bohaterów. Dla mnie i osób, które pytałam czy też mają takie odczucia względem tej książki, jest ona udręką a wogóle nie przyjemnością.
Moja ocena to zarazem najniższa jaką dałam na tym blogu. Jest nią 1/5.
Jestem bardzo ciekawa, czy wy moi czytelnicy też macie takie wrażenia względem tej książeczki?
Opowiedzcie o tym w komentarzach :-)
poniedziałek, 22 grudnia 2014
"Klub włóczykijów" i życzenia świąteczne
Ostatnio być może zauważyliście, że wśród recenzji panują lektury. Czasami tylko, gdzieś przeplata się książka, którą to ja sobie wybrałam. Na początku muszę to zjawisko wyjaśnić. Po prostu w konkursie, w którym startuję są one wymagane a bardzo mi na nim zależy, więc chcą nie chcą biorę się za ich czytanie.
Niektóre są nawet dobre np. "W 80 dni dookoła świata", którą zaczynam coraz bardziej lubić. Niestety ta pozycja nie może się poszczyć choć odrobiną mej sympati. Dla mnie była to czytelnicza katorga i z miną skazańca do niej zasiadałam. Na szczęście wszystko ma swój koniec i początek i też ta książeczka w końcu odsłoniła przedemną ostatnią swą stronę, wywołując mą szczerą radość.
Wakacje dla Kornela nie zapowiadają się optymistycznie. Zmuszony do poprawy oceny z geografi pół dnia spędza nad podręcznikiem kolejną cześć zatruwa mu jego korepytorka Joanna. Wydaje się, że będą to jego najgorsze wakacje, gdy niespodziewany telefon wujka Dionizego wywraca całą rodzinę do góry nogami. Natrafia on na szlak ukrytego skarbu przez ich członka rodziny Pankracego.
W momencie kiedy powstanie styczniowe chyliło się ku upadku ukrył on w jakiejś jaskini skrzynie z pieniędzmi i dokumentami. Prosi on o pomoc Kornela jego przyjaciela Porydiona i ów brata Polipirydiona. Do wyprawy dołacza również Joanna.
Przez Pułtusk, Mazury i Kielce droga bohaterów będzie ciągła a wyścig stanie się tym bardziej groźny, gdy również ową jaskinię zechcą odnaleźć dwaj złoczyńcy Kadryll i Wieńczysław Nieszczególny.
Coż, już fabuła doprowadzała do szczytów mej wytrzymałości zaś styl pisania autora był już po prostu kropką nad i .Lektura ta mi się nie podobała. Nie jest ani ciekawą, zaskakującą książką według moich kryteri ani przyjemną książeczką dla dzieci. Przeładowana różnymi dziwnymi informacjami nie dawała się przyjemnie czytać a jedynie walczyć z każdym dziwnie i misterinie skonstruowanym zdaniem.
Postacie też mnie trochę irytowały a jedyne co mi się podobało to wątek historyczny, ale i tak był on dziwnie poprowadzony, że zamiast opowiedzieć trochę o powstańcu Pankracym autor zaczął rozpisywac się o dziwnej spółdzielni w Pułtusku.
Niestety książce tej daję 2/5 i nawet się wacham czy to nie za dużo.
Wszystkim czytelnikom życzę udanych, radosnych, rodzinnych świąt ! By był to szczęśliwy czas tak długo wyczekiwany i ... oczywiście wielu książek pod choinką. Z całego serca :-)
poniedziałek, 15 grudnia 2014
"Szatan z 7 klasy "
Życie ucznia jest nie jeden raz piękne, ale wszystko ma swoją drugą stronę medalu. Tak samo jest też z językiem polskim, który bardzo lubię i chodzę na niego z przyjemnością, bo po prostu go lubię i jest jak dla mnie ciekawy. Nie przepadam jednak za lekturami, choć muszę tu wyjaśnić dlaczego, bo dla wielu osób może to być zdziewienie biorąc pod uwagę to, że uwielbiam czytać wszystko co wpadnie mi w ręce. Po prostu cenię sobie wolność w czytaniu, króre powinno być dla mnie największą przyjemnością dnia a nie udręką, bo jeszcza ta i tamta lektura... Z takim oto podejściem siadałam do tej i jeszcze innej obowiązkowej pozycji choć okazało się, że jak mówi przysłowie "Nie taki diabeł straszny jak go malują".
Bohaterem tej opowieści jest Adaś Cisowski. Chłopiec o nieprzeciętnej inteligencji oraz sprycie dzięki, którym zyskał ów przydomek "Szatan z 7 klasy". Pod koniec roku szkolnego profesor Gąsowski od histori proponuje mu by pojechał z nim w czasie wakacji do jego rodzinnej miejscowości Bejgoły i pomógł w rozwiązaniu rodzinnego sekretu. W dworku bowiem skradziono drzwi a inne zostały w ostatnim momencie uratowane. Tak nie pozornie zaczyna się niebezpieczna przygoda, która okaże się powiązana z czasami Napoleona a ściślej mówiąc roku 1813, tajemniczymi dwoma francuzami, starym pamiętnikiem księdza Kazuro a sam bohater przeżyje nniezapomniane, ale i straszne chwile.
Z początku byłam sceptycznie nastawiona do tej książki, ale szybko przypomniałam sobie, że jak byłam mała to oglądałam kiedyś jej adaptacje i mi się spodobała, choć fabuła juz dawno z głowy wyleciała.
Autor posługuje się ponadto bardzo wyszukanym i specyficznym słownictwem co automatycznie przenosiło mnie w czasy tych wydarzeń. Rozszczepany Paweł Gąsowski, nauczyciel histori, który nie jeden raz wywoływał uśmiech na twarzy. Piękna Wanda, która namiesza w życiu ucznia oraz oddany przyjaciel Staszek bez nich ta lektura byłaby udręką, ale z nimi na swój sposób przyjemnością.
Wątkiem, który nie raz się przeplata to właśnie ten rok 1813. Dużo w fabule jest odniesiem do histori ( w sumie to nawet ten czas, w którym Adaś, Wanda, Staszek są uczniami dla nas jest już określany mianem przeszłości i to dawnej ). Dla mnie która ten przedmiot uwielbia to był udany zabieg literacki dzięki, któremu moja opinia o tej lekturze jest dobra.
Moim zdaniem zasługuje ona na 2.5 /5. Może to mało, ale musiałam ją przeczytać a nie sama chciałam oraz aż tak mi się nie podobała stąd ta a nie inna ocena.
piątek, 14 listopada 2014
"Jaśki"
Czasami wśród tylu książek z różnych działów, jednych trudniejszych, trugich łatwiejszych, lubię znaleźć sobie czas na lekką przyjemną lekturę. O tej pozycji wiedziałam od dawna, długo już leżała na mojej półce.
Wśród tylu ksiąg, że czasami mam to najukochańsze wrażenie, że nie wiem od czego zacząć. Jest przecież tyle różnych powieść, że nie wiem gdzie ręce włożyć, bo chciałabym wszystkie, naraz. Pewno długo ta książka leżała by odłogiem, gdyby nie konkurs, na którym była lekturą. Bardzo mi na nim zależało, wię bez słowa wzięłam ją i w kilka przyjemnych popołudni przeczytałam.
Wyobraźcie sobie rodzine, gdzie jest sześciu synów,w wieku od szkolnego w dół, przyczym każdy ma na imie Jan. Różni od siebie, jednak łączy ich zadziorny charakter. Nie ma dnia bez jakiegoś wybryku, jakiejś przygody. W dodatku akcja zaczyna się w 1967 roku we Francji.. Nie znają komputerów, o telewizorze jedynie marzą. W ich domu nie ma miejsca na nudę. A jeśli nawet ukradkiem się wślizgnie to może być pewna, że sześciu łobuziaków szybko ją wypędzą. W dodatku mamy "ukochanych" kuzynów czterech braci Piotrów. Uwielbianego dziadka i wymagającą babcie oraz zwierzątka, które tylko dodają wybryką większy rozmach.
Książka ta podobała mi się. Lekka, dziecinna co porawda, ale raz na jakiś czas lubię powracać do czasów dzieciństwa, kiedy wszystko było .... inne. Kiedy nie myślało się o konsekwencjach, przyszłości.
Wtedy kiedy było się takim jak bohaterowie książki, których szczerem sercem polubiłam. Narratorem jest drugi według starszeństwa brat , Jan B. Lubi czytać ( może przez to tak go polubiłam), jeść oraz marzy o przyszłości jako : detektyw, agent, astronauta itp.
Coś jest w tej lekturze, że jest pełna takiego uroku, ciepła. Może to, że opowiada o szczęśliwym dzieciństwie ? O prześmieszych przygodach? Pokazuje jak ważne jest rodzeństwo? Sam pomysł sześciu braci, cóż już to jest interesujące. Jak sobie z nimi sobie radzą rodzice? Tata, który co chwila grozi im, że jak nie posprzątają pokojów to wyśle ich do szkoły z internatem, jednak czasami nawet on przyłączy się do ich zwariowanych planów. Mama, która jest bardzo zorganizowan, choć przy sześciu chłopcach jest to straszliwie trudne. Razem tworzą ciekawą, zgraną i pełną miłości rodzin mimo, że chłopcy co chwila coś wymyślą.
Szczerze polecam tę książkę, naprawdę będzie wam się podobać ! Dla starszych i przede wszytskim młodszych czytelnikom. Daje jej 3.5/5,bo była naprawdę miłą lekturą.
piątek, 31 października 2014
"Magiczne drzewo.Czerwone krzesło"
Lubię porządek, zwłaszcza w czytaniu. Najpierw książka, potem film. Czytać po kolei, tom pierwszy, potem drugi itp. Czasami kiedy 1 tom mnie zachwyci, wogóle nie sięgam po kontynuacje, ale to rozważania na inną porą. Startując w konkursie, na liście lektur była ta pozycja. Ucieszyłam się poczęści bowiem, gdy byłam dużo młodsza obejrzałam film i bardzo mi się spodobał. Od tego czasu minął już szmat czasu, ja się zmieniłam, moje gusta się zminiły. Nie wiedziałam za bardzo co będę sądzić o tej książce, ale nie rozczarowałam się. Z wierzchu może się zmieniamy, ale w sercu zawsze pozostaje tacy sami.
Pewnej nocy wielka burza powaliła olbrzymi dąb. Posiekano go na kawałki a z nich zrobiona przeróżne sprzęty domowe, które miały tajemną moc. Jednym z nich jest czerwone krzesło, które bardzo zamiesza w życiu bohaterów. Rodzice Tośki, Kuki i Filipa są bezrobotni, jednak kiedy bogata siostra mamy znajduje im prace nie chcą jej przyjąć. Roczny rejs statkiem, na którym grali by w orkieście? A co z dziećmi? Małżonkowie są bardzo przeciwni tej propozycj, ale kiedy ciocia siada na czerwonym krześle i życzy sobie by poszli za jej dobrą radą, wszystko się zmienia. Przyjmują prace, a rodzeństwo ma czekać rok u znienawidzonej ciotki. Nie mogą zapomnieć jednak, że nikt nie zmienia się z minuty na minutę i muszą odnależć krzesło, rodziców i wszystko odkręcić. Czy im się uda?
Lektura ta spodobała mi się. Czytałam ją pod lekkim przymusem, bo to nie ja wymyśliłam, że ją przeczytam, ale porównując zdarzały się gorsze przymuszone księgi. Lekka bajeczka, dobra dla młodszych, ale nawet mi się zdarzyło zaśmiać kilka razy i być cała zamyślona nad tym co się może za chwilę zdarzyć.
Bohaterowie też przypadli mi do gustu. Tośka, którą chciałabym poznać w realnym życiu, Kuki, którego nie raz było mi po prostu szkoda. Skąpa, bogata ciocia Maryla, której największym strachem jest to, żeby nie musiała na nowo być biedna. Magiczne krzesło przemieni i ją . Ponadto zły Max, który marzy by mieć magiczny mebel tylko i wyłącznie dla siebie.
Książka ta podobała mi się, ale szczerze mówiąc gdyby nie to, że musiałam to bym po nią nie sięgłam. Za to gorąco polecam młodszym czytelnkom, bo pamiętam, że jak byłam młodsza lepiej ją oceniłam.
Daję jej 3- /5, bo 2 to za mało a na cztery nie za bardzo zasługuje.
Etykiety:
Lektura,
Literatura dziecięca,
Literatura polska
czwartek, 2 października 2014
" W 80 dni dookoła świata|
Kiedy nadchodzi wrzesień i już zasiądziemy do ławek, jednym z najciekawszych punktów pierwszego tygodnia jest podanie spisu lektur. Wśród tegorocznych książek widniało właśnie " W 80 dni dookoła świata"". Szczerze mówiąc ucieszyłam się z tego. Od dłuższego już czasu miałam ochotę przeczytać coś J.Verne najlepiej właśnie tą pozycję, ale cierpię na ( błogosławiony ) nadmiar książek nad czasem, dlatego też więc nie mogłam przepuścić tej okazji. Mamy ją omawiać w pażdzierniku, ale że z pułek groźnym okiem patrzę na mnie długo już odstawiane księgi postanowiłam się z niniejszą jak najszybciej uporać.
Pan Fileas Fogg jest uporządkowanym mężczyzną. Działa jak szwjacarski zegarek. Wszystko robi dokładnie, o tej samej porze, tak samo. Wszystko musi mieć zapięte na ostani guzik, precyzyjnie wykończone. Z nikim nie ma bliższej relacji. Nikt nie wie o nim więcej niż to gdzie mieszka i że jest członkiem klubu "Reforma". Właśnie w nim podczas pewnej dyskusji podejmie ryzykowną decyzję o zakładzie, że okrąży kule ziemską w 80 dni. Wraz z nowo zatrudnionym lokajem postanawia postawić wszystko na przysłowiową jedną kartę i wyrusza w podróż. Po piętach drepcze mu detektyw Fix, którego zdaniem jest on pilnie poszukiwanym złodziejem.
Trudno mi trochę mówić o tej książce. Z jednej strony wciągła mnie, ostatnie dwa rozdziały były po prostu wspaniałe. Z innej jednak momentami nudziła mi się ona strasznie i tylko data zaznaczona na kalendarzu przetrzymywała mnie by jej nie dłożyć. Było tak tylko momentami, więc aż tak narzekać nie mogę. Za dużo różnych wiadomości, które nic do fabuły nie wnosiły. Mogę darować te związane z geografią, ale z parowcami, kotłami i wiatrami już nie. Ciekawe, ale tak naprawdę przez to akcja zwalniała a ja czasami mam ochotę na kilka nieprzespanych nocy z powodu jakiejś książki a nie domyślanie się o co mogło chodzić autorowi, bo na ambitne mam swój czas.
Największym i niewątpliwym atutem była postać lokaja Obieżyświata, który umilał mi nudne momenty i czasami musiałam przez niego wybuchnąć śmiechem. Bohaterowie są moim zdaniem bardzo udani i choć akcja, no cóż mam do niej kilka zastrzeżeń to na nich nie mogę narzekać. Chłodny, prezezyjny Fileas, którego może ta podróż odrobinkę zmieni, lub też wywróci życie do góry nogi ? Lokaj, którego wyczyny są godne podziwu a nie raz wyrozumiałego uśmiechu. Detektyw, którego czasami lubiałam a kiedy indziej nie, bo usilnie stara się pojmać złodzieja, którego pomilił z głównym bohaterem.
Książce tej daję 3/5, bo była miłą lekturą, do której chętnie będę powracać, ale nie zachwyciła mnie aż za bardzo .
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
"Przygody Tomka Sawyera"
Trudno mi jest tą książkę zrecenzować, ponieważ przeczytałam ją dwa razy. Raz po angielsku w skróconej formie i drugi raz po polsku w dłuższej formie. Może gdybym przeczytała tylko wersję angielską pozycja ta dobrze by mi się kojarzyła, jednakże musiałam przeczytać ją też po polsku ponieważ jest moją lekturą szkolną w tym roku i po prostu.... Nigdy się tak nie męczyłam na lekturze. Wiadomo są lepsze i gorsze pozycje, ale nigdy nie odliczałam ile kartek zostało mi do skończenia. Moje cierpienia potęgował fakt, że czekają na mnie książki, których nie mogę się doczekać aż przeczytam.
Lektura ta opowiada o przygodach Tomka Sawyera. jest on sierotą, którym opiekuje się ciocia.
Chłopiec ma wyjątkowy dar.... wpadania w kłopoty! Wraz z swoim przyjacielem Huckiem przeżywają wspaniałe przygody np. zabawy w piratów, zemsta na surowym nauczycielu, przyjście na własny pogrzeb.
Pewnego dnia umawiają się na spotkanie o północy na cmentarzu w celu zakopania martwego kota.
Kiedy przychodzą tam stają się świadkami morderstwa, które zaważy na ich życiu.
Książka zapowiadała się dobrze zabawna z wątkiem detektywistycznym a jednak...
Bardzo mnie nużyła, a Tomek nie raz mnie denerwował a zwłaszcza jego przemyślenia. Jedynymi rzeczami, które mi się podobały to Huck przyjaciel Tomka. Jest on z trudnej rodziny robi co chce czego zazdroszczą mu inni chłopcy, lecz tak naprawdę to on zazdrości im domu, rodzin i miłości rodziców. Podobał mi się też wątek miłości Tomka do Becky. Oczywiście miłości lekko dziecinnej, szkolnej a jednak umilił mi czytanie.
Co mi się nie podobało? Na przykład kiedy Tomek z przyjaciółmi popłynął na wyspę i najpierw im się podobało, póżniej nie, potem znowu tak, znów nie by na koniec dobrze to wspomonać.
Przemyślenia Tomka np. że rozbójnik musi być dobrze wychowany i jest bardziej elegancki od pirata.
Niestety zawiodłam się na tej książce i gdyby nie to, że była moją pierwszą przeczytaną po angielsku książką co prawda w uproszczonej wersji jednak zawsze coś. Nie jest co prawda najgorszą książką jaką spotkałam, ale nie przypadła mi do gustu i mnie nużyła.
Książce tej daję 2.5/5 i to w głównej mierze dzięki wersji angielskiej.
sobota, 8 lutego 2014
"Ania z Zielonego Wzgórza"
Wart je sobie raz na jakiś czas powspominać. Ostatnio zdarzyła mi się okazja ( Ania jest moją tegoroczną lekturą) i postanowiłam sobie na nowo odświerzyć jej losy. Wciągła mnie jak za pierwszym razem i na nowo przerzywałam np. przefarbowowanie włosów na zielono.
Maryla i Mateusz są rodzeństwem w podoszłym wieku. Mieszkają razem i zauważają, że powoli potrzebują kogoś kto pomógłby Mateuszowi na roli. Postanawiają zaadoptować jedynastoletniego chłopca.
Przypadek sprawia, że na stacji, na której miał czekać chłopiec stoi dziewczynka. Okazuje się, że z sierocińca przywieziono przez pomyłkę dzewczynkę, rudowłosą, wesołą i pomysłową Anie.
Odkąd pojawia się na Zielonym wzgórzu nic już nie będzie takie same i posobne. Jest to dopiero początek przygód i niespodzianek od losu.
Książka bardzo mi się podobała. Największym tego powodem jest Ania. Wesoła dziewczynka o niebywałej wyobraźni. Dzięki niej każda sytuacja ma swoją dobrą stronę. Jest rozmarzoną romantyczką potrafiącą zagadać każdego. Stara się zjednywać sobie "bratnie dusze". Jej najwierniejszą przyjaciółką staje się Diana.
Razem przerzyją nie zapomniane przygody. Ania jest równierz uparta. nie potrafi przebaczyć Gilbertowi zniewagi, którą jest dla niej najśmiewanie z koloru jej włosów.
Widzimy też przemianę Maryli. Niegdyś surowa i przestrzegająsa co do cala swoich zasad powoli pod wpływem Ani zaczyna się przemieniać. Zaczyna się uśmiechać i śmiać. Również Mateusz nieśmiały, starszy pan, brat Maryli, bojący się lekko kobiet i dziewcząt przełamuje się i zaczyna się przyjaźnić z Anią nie raz wtrącając się do jej wychowywania przez Marylę.
Książka bardzo mi się podobała daję jej 5/5, bo naprawdę na to zasługuje.
Kraj, który odwiedziłam w ramach wyzwania - Kanada
Etykiety:
Kanada,
Lektura,
Literatura dziecięca,
Literatura młodzieżowa
piątek, 1 listopada 2013
"Ten obcy"
Żadko kiedy piszę recenzję lektur. Dlatego, że wiele osób rzadko kiedy sięga po nie z własnej woli.
Przeważnie dlatego, że nazwa lektura źle nam się kojarzy i dlatego, że muszą a jak wiadomo wolimy robić to co sami chcemy bez nawet niewyczuwalnego przymusu. Dlatego lubię czytać lekktury z wyprzedzeniem nawet o kilka lat ( "Ogniem i mieczem", "Potop", "Ania z Zielonego Wzgórza").
Ostatnio przeczytana lektura tak strasznie mi się podobała i przypadła do serca, że czułabym się nie tak w stosunku do moich czytelników i postanowiłam napisać recenzję.
Książka opowiada o czwórce przyjaciół : Pestce, Uli, Marianie i Julku. Mają oni własne, ukryte i nieznane przez innych miejsce, w którym spędzają cały swój wolny czas. Nic nie przerywa sielanki do czasu, aż chłopcy, któży wieczorem kiedy dziewczyny poszły do domów wracają się by odnaleźć scyzoryk. Znajdują oni ognisko, którego sami nie zapalili. Do głowy przychodzi im jedna myśl:
-OBCY!
Kiedy następnego dnia przychodzą z koleżankami znajdują przybysza.. Chłopiec jest małomówny, tajemniczy i starszy od nich. Postanawiają się dowiedzieć jak znalazł ich tajemne miejsce i kim jest.
Wraz z jego pojawieniem przeżywają wiele przygód oraz równie wiele poblemów.
Książce klimat nadają bohaterowie. Są od siebie różni i właśnie to mi się najbardziej mi się podobało. Zenek - tajemniczy, odważny, Julek - wesoły, energiczny, żądny przygód i podziwu starszych kolegów, Pestka - wesoła, pewna siebie, "wszędzie jej mało", Ula - nieśmiała, dobra, pełna współczucia, oddana przyjacielom.
Książka jest naprawdę ciekawa. Jest w niej wszystko co oczekuję od utworu: wartka akcja, ciekawi bohaterowie, przyjaźń, miłość. Do tego dzieje się w czasach PRL o których lubię czytać odkąd trafiła mi w ręce książka Małgorzaty Musierewicz "Opium w rosole"
Książce daję 4/5. Bardzo mi się podobała, ale nie wstrząnełam mną ztąd też ta ocena.
poniedziałek, 17 czerwca 2013
"Ogniem i mieczem" tom 2.
Bar wzięty... Tak skończył się poprzedni tom. Oczywiście nie każdy tak się kończy.
Wadawnictwa różnie dzielą tomy,dla tego u was może się inaczej skończyć.
Nim zaczne recenzje powiem do kogo piszę tę recenzję.
Większości osób, które skończyły poprzedni tom (mam nadzieję) spodobał się i nie trzeba się rozpisywać, by czekonać ich do się gnięcia po następny. Jednak ci, którym się nie spodobał mogą się wachać i dla nich piszę tę recenzję.
Bar wzięty, Helena porwana przez Bohuna. Może się wydawać, że to już koniec, ale nie!
Gdy Skrzetuskiemu serce się łamie, Zagłoba z Panem Michałem wymyślają fortele.
Tymczasem wojna wydaje się nieunikniona. Gdy powinność (czyli udział w wojnie) a pragnienia ( pójście odbicia Heleny) wydają się walczyć z sobą, poznajemy prawdziwe oblicze bohaterów.
Czy mają honor? Czy są w stanie walczyć do końca? I najważniejsze: Czyja miłość zwycięży?
Skrzetuskiego do Heleny, albo Bohuna do niej? Odpowiedzi na pytania pojawiają się stopnio i nie raz są nie do przewidzenia.
Ten tom wydaje mi się tak zwaną wisienką na torcie. Czemu tak twierdzę? Ponieważ pierwszy tom był świetny i wydawało mi się, że drugi tom nie podoła poprzednikowi. A tu niespodzianka!
Jest jeszcze lepszy! Fabuła jest już rozwinięta, przez co bardziej dynamiczna.
Pojawia się też więcej razy Bohun,który jest jedną z moich ulubionych postaci.
Postać pana Michała też odgrywa większą rolę niż w poprzedniej części. Do tego losy Pana Podbipięty, które są jednym z wartych uwagi wątków pobocznych.
Książka ta jest pierwszym tomem trylogi Sienkiewicza. Oto tytuły:
1. Ogniem i mieczme
2. Potop
3. Pan Wołodyjowski.
Książce daję 4/5. Bardzo polecam!
środa, 5 czerwca 2013
"Ogniem i mieczem" tom 1
U mnie w domu w salonie za pierwszym wejrzeniem zauważa się biblotekę moich rodziców.
Odkąt pamiętam rzucały mi się w oczy książki na górnej półce. W twardej oprawie,niby skórą oprawione i złotymi napisami. Gdy byłam starsza i umiałam czytać rzucały mi się tytuły: "Lalka","Dziady". Gdy byłam jeszcze starsza, że dosięgałam do książek, zdejmowałam je i przeglądałam.
Musiałam jednak jeszcze dorosnąć by zdjąć "Ogniem i mieczem. Tom 1" i przeczytać.
Książka opowiada o losach młodego pułkownika Jana Skrzetuskiego i jego ukochanej Heleny.
I tak choć zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia wszystko wydaje się być przeciwko nim.
Rodzina dziewczyny zdaje się nie być przychylną jej ukochanego do tego jeszcze Bohun. Zakochany bez pamięci w Helenie, młody kozak o, którym mówią "Nikogo i niczego się nie boi", któremu jet obiecana jej ręka. Występuje tu również wiele bohaterów drugo planowych, których losy równie mocno trzymają w napięciu. Na przykład Loginus Podbipięta, który przyrzekł, że nie ożeni się póki nie zetnie trzech głów za jednym zamachem. jak, dowcipniś, którego niektóre wypowiedzi sprawiają,że trudno nie wybuchnąć śmiechem.
Nie rozumiem. Niektóre dziewczyny narzekają na lektóry, że nudne i mało romantyczne.
Do nich głównie jest przysłowie "Cudze chwalicie, swego nie znacie!", bo ta książka naprawdę jest warta przeczytania. Jest tu książka przygodowa, romans, książka historyczna i opisy przyrody dla tych co uwielbiają czytać książki przyrodnicze. Czego więcej chcieć?
Wychwaliłam książkę pod niebosa a wady? Co prawda zalet jest więcej, ale żeby było sprawiedliwie znaję kilka wad. Przyznaję czasami książka nudziła. Opisy przyrody ciągły się na kilka stron a mnie wystarczyłyby trochę krótsze. Musze przyznać, że nie żałuję przeczytania tej książki. Większość osób woli "jechać" na streszczeniach lub filmie, ale nie wiedzą co tracą. Moim zdaniem najgorsze co może spotkać książkę to trafić do kanonu lektur. Myślę tak, bo wiele osób nie lubi lektur ogólnie i nie wiem jak dobra może być książka oni powiedzą,że zła bo dla zasady. A niepowinno się ludzi,zjawisk,zwierząt pakować do jednego wora.
Książki nie oceniam bo to jest pierwszy tom.
Tego kogo nie przekonałam recenzją oświadczam,że wyciągam ostatniego asa.
Proszę zobacz ten filmik!
Dumka na dwa serca.
wtorek, 2 kwietnia 2013
"Tajemniczy ogród" i "Problemy z dyndakami"
Zawsze pisząć recenzje opisuje jedną książkę. Tym razem opiszę dwie.
"Tajemniczy ogród"
Kto z nas nie słyszał o tej książce? Jest też lekturą w czwartej klasie. Powiem wprost kiedy pierwszy raz ją przeczytałam czułam niedosyt. Wszyscy mówią jaka wzruszają,jaka piękna. A ja nic z tego nie poczułam tylko wielkie rozczarowanie. Zapomniałam o książce na długo. Jednak dostałam ją niedawno od cioci w innej niż powyżej okładce. Przepiękne wydanie. Ilustracje i rysunki kwiatów z ich nazwami na początkach rozdziałów.
-Może dać jej jeszcze jedną szanse?-Pomyślałam i tak zrobiłam
Wiedziałam jak się skończy,ale mimo to delektowałam się opisami przyrody,dialogami i nawet imionami bohaterów.
I chcą,nie chcą za drugim razem bardzo mi się spodobała. Co prawda nie wzruszyłam się, ale miło ją wspominam.
Główną bohaterką jest rozkapryszone dziecko Marry. Pewnej nocy wszyscy domownicy jej pięknego domu umierają na cholerę. Zostaje sama. Po pewnym czasie trafia do domu wuja, który ukrywa bolesny sekret.
Książce daje 3-/5. Najbardziej denerwowało mnie to,że niektórzy bohaterowie mówią gwarą
(angielską), ale gdyby nie było to zaznaczone,to trudno by się tego domyślić,bo w ich dialogach nie było tego "słyszeć".
P.S. Poniżej okładka drugiej książki. Tej z pięknymi ilustracjami.
"Problemy z dydakami"
Ostatnio wśród młodzieży są bardzo modne pamiętniki np."Pamiętnik nastolatki","Ala Makota" lub choćby ta książka..
Jest to pamiętnik pietnastoletniej Georgii i jest to trzeci tom .
.I niestety muszę stwierdzić jak dotąt najgorszy. Pierwszy był prześmieszny,drugi opisywał jej miłosne perypetie a tu... Wielki happy end. W pierwszym tomie jej "przemyślenia"(zgoliłam brwi ach co to będzie?) były zabawne,tu zaś działają mi po prostu na nerwy.
Co kilka stron zdanie "Robbie ni dzwoni!" działa mi poprostu na nerwy.
Książce daje 1.5/5. Niestety iż jestem "lojalnym" czytelnikiem i nienawidzę nie dokańczać seri sięgnę po kolejne tomy .
Cała seria wygląda następująco:
Angus, stringi i przytulanki,
Spoko, założyłam bardzo duże gacie,
Kłopoty z dyndakami,
Tańcząc na golasa,
Jak rozkochać w sobie każdego chłopaka,
Ciao bella, czyli w sidłach miłości
Jak oswoić włoskiego rumaka
Miłość ci wszystko wybaczy
Słyszałam, że bardzo trudno trudno zdobyć tę serię. Polecam poszukać w biblotekach,stronach internetowych itp. Najbardziem polecam poprostu jak wspomniałam powyżej wypożyć z bibloteki.
Jest duże prawdopodobieństwo,że będzie cała seria i nic nie płacisz.
"Tajemniczy ogród"
Kto z nas nie słyszał o tej książce? Jest też lekturą w czwartej klasie. Powiem wprost kiedy pierwszy raz ją przeczytałam czułam niedosyt. Wszyscy mówią jaka wzruszają,jaka piękna. A ja nic z tego nie poczułam tylko wielkie rozczarowanie. Zapomniałam o książce na długo. Jednak dostałam ją niedawno od cioci w innej niż powyżej okładce. Przepiękne wydanie. Ilustracje i rysunki kwiatów z ich nazwami na początkach rozdziałów.
-Może dać jej jeszcze jedną szanse?-Pomyślałam i tak zrobiłam
Wiedziałam jak się skończy,ale mimo to delektowałam się opisami przyrody,dialogami i nawet imionami bohaterów.
I chcą,nie chcą za drugim razem bardzo mi się spodobała. Co prawda nie wzruszyłam się, ale miło ją wspominam.
Główną bohaterką jest rozkapryszone dziecko Marry. Pewnej nocy wszyscy domownicy jej pięknego domu umierają na cholerę. Zostaje sama. Po pewnym czasie trafia do domu wuja, który ukrywa bolesny sekret.
Książce daje 3-/5. Najbardziej denerwowało mnie to,że niektórzy bohaterowie mówią gwarą
(angielską), ale gdyby nie było to zaznaczone,to trudno by się tego domyślić,bo w ich dialogach nie było tego "słyszeć".
P.S. Poniżej okładka drugiej książki. Tej z pięknymi ilustracjami.
"Problemy z dydakami"
Ostatnio wśród młodzieży są bardzo modne pamiętniki np."Pamiętnik nastolatki","Ala Makota" lub choćby ta książka..
Jest to pamiętnik pietnastoletniej Georgii i jest to trzeci tom .
.I niestety muszę stwierdzić jak dotąt najgorszy. Pierwszy był prześmieszny,drugi opisywał jej miłosne perypetie a tu... Wielki happy end. W pierwszym tomie jej "przemyślenia"(zgoliłam brwi ach co to będzie?) były zabawne,tu zaś działają mi po prostu na nerwy.
Co kilka stron zdanie "Robbie ni dzwoni!" działa mi poprostu na nerwy.
Książce daje 1.5/5. Niestety iż jestem "lojalnym" czytelnikiem i nienawidzę nie dokańczać seri sięgnę po kolejne tomy .
Cała seria wygląda następująco:
Angus, stringi i przytulanki,
Spoko, założyłam bardzo duże gacie,
Kłopoty z dyndakami,
Tańcząc na golasa,
Jak rozkochać w sobie każdego chłopaka,
Ciao bella, czyli w sidłach miłości
Jak oswoić włoskiego rumaka
Miłość ci wszystko wybaczy
Słyszałam, że bardzo trudno trudno zdobyć tę serię. Polecam poszukać w biblotekach,stronach internetowych itp. Najbardziem polecam poprostu jak wspomniałam powyżej wypożyć z bibloteki.
Jest duże prawdopodobieństwo,że będzie cała seria i nic nie płacisz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












