Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stany Zjednoczone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stany Zjednoczone. Pokaż wszystkie posty
środa, 3 maja 2017
"Małe życie"
Często po skończeniu lektury lubię rozmyślać, w jakim słowie, zwrocie mogłabym ją zmieścić, oddać ją i jej przesłanie. Zazwyczaj nie mam z tym problemu, lecz są powieści, które powoli odkładam na półkę i zatracam się w myślach. Do tego momentu nie wymyśliłam wyrazów do "Małego życia". Przyjaźń? Dojrzewanie? Uciekanie przed demonami przeszłości? Ból,poświęcenie? Z pewnością nie jest to szablonowa ksiażka a jej czytanie wywoła wiele emocji.
Czwórka przyjaciół. Dwóch białych, dwóch czarnych. Całkowicie różniący się charakterami, przeszłością, marzeniami. Wszyscy walczący pełną pasją o swoje cele. Z trudem stawiający czoło każdemu porankowi.
Powoli wkraczający w dorosłe życie, które wcale nie jest tak piękne, jak mogłoby się wydawać.
W dodatku jeden z nich, najbardziej skryty, posiada tajemnicę, której nikt nie może się dowiedzieć..
"Małe życie" jest wyjatkową lekurą, której na długo nie można zapomnieć. Posiada ona tak charakterystyczny klimat,który na długo zapadnie nam w pamięć. Tak samo łatwo po jej zakończeniu się nie otrząśniemy,ciągle po odłożeniu jej, będzie kroczyła za nami. Według mnie są to cechy tylko naprawdę wyjątkowych książek.
Kogo z nas nie intrygują tajemnice? Zawsze najbardziej pragniemy tego co jest zakazane . Główną osią akcji, jest tu właśnie sekret. Poważny, wywołujący lawinę emocji. Jeden z tych, które nigdy nie powinne wyjść na światło dzienne. Czy jednak taka postawa jest słusza? Napewno warto za wszelką cenę zataić przeszłość? Nie są to łatwe pytania, bez jednoznacznej odpowiedzi. "Małe życie" jest właśnie próbą poszukania ich, pełną chęci poznania, zrozumienia.
Bohaterowie są niezwykłą zaletą tej książki. Nie jeden raz użyłam tego zwrotu,bo są przypadki, kiedy naprawdę jestem zachwycona nimi a ja w tej kwesti jestem dosyć wybredna. Odnośnie tej lektury,to zdanie nie oddaje w pełni ich kunsztu. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu,jak w nieziemski sposób zostali oni opisani. Wydaje się jakbyśmy ich wręcz znali. Oni są głównym plusem tej książki, sprawiają, że nie odkładamy tej lektury na półkę, lecz w napięcu przewracamy jej stronnice.
Książka opowiada o losach czwórki przyjaciół, lecz skupia się głównie na historii Juda i Willa. Jest tak wprawdzie z powodu, że najbardziej dramatyczne i pełne pasji zdarzenia ich dotykają. Według mnie jednak jeśli książka opowiada o całej paczce przyjaciół, to powinna być trochę bardziej sprawiedliwie rozłożona fabuła między nimi. Jest to jednak tylko moja opinia, lekki zarzut, lecz nie rażąca wada.
Przyjaźń jest główną osią fabuły. Opis jej przeróżnych obliczy, form. Jak wpływa ona na poszczególne postacie, diametralnie zmienia momentani ich życie. Moim zdaniem jest to naprawdę zręcznie i ciekawie poprowadzony motyw w tej książce, który skłania do dłuższych przemyśleń.
Kolejnym uczuciem, pojęciem przewijającym się przez stronnice tej książki to miłość. Jej różne twarze.
Okrutne, toksyczne, lecz również szlachetne, pełne poświęcenia, oddania. Trudno czytając tą powieść, nie zadumać się nad jej znaczeniem, czym tak naprawdę jest tak często używane przez nas słowo. Jak łatwo je obrzydzić, zniszczyć a z jakim trudem odbudować wiarę w jego siłę. Przyznam, że jest tu jeden z ciekawszych i niepowtarzalnych romansów,jakie czytałam. Choć przy tej całej historii słowo "romans" jest takie nijakie, mało oddający głębie i skomlikowanie wszystkich czynników tej fabuły.
Uczucia. Ich z pewnością wiele jest w tej książke i równie wielka liczba nam towarzyszy. Momentami uśmiechamy się rozbawieni, wzdychamy pełni zadumy. Często będzięmy unosić się gniewem nad ludzkim okrucieństwem, cierpieniem ofiar, ranami, które nigdy w pełni się nie zagoją. Wiele jest wzruszających momentów, podczas których łza powoli spłynie po policzku..
Ważnym wątkiem w tej powieści jest również samookaleczanie. Temat naprawdę trudny, wymagający wielkiej wrażliwości i wyczucia u pisarza. W tym przypadku został on opisany w godny podziwu sposób. Jak przedstawione zostały powody sięgania po tą metodę, wszystkie uczucia z nią związane.. Moim zdaniem w tej tematyce jest to jedna z najlepszych książek.
Bardzo przypadł mi do gustu i zainspirował wątek o pracy prawnika, którego jest pełno w tej książce.
W pewien sposób praca definiuje i rozróżnia bohaterów. Ambitny, uciekający przed przeszłością i teraźniejszością w prawniczą karierę Jude, szukający szczęścia, początkujący aktor Will, zniechęcony architekt Malcolm, ambiny, szukający swojej luki artysta Jb. Opis ich walk o sukces, ciężkiej pracy, był dla mnie naprawdę wyjątkowym motywem, powiedziałabym, że wręcz najbardziej ulubionym.
Książka naprawdę przypadła mi do gustu. Uczucia, wrażenia, atmosfera jakie towarzyszą nam w trakcie czytania są niepowtarzalne (choć nie do końca radosne i optymistyczne, często dotykać czytelników będzie smutek, zniechęcenie). Podejrzewam, że lektura ta mogłaby wręcz zostać moim tytułem roku, gdyby nie pewna bliska osoba, która zdradziła mi wiele istotnych faktów ( zniszczenia mi dramatycznej końcówki książki, nigdy nie wybaczę, bo naprawdę robi ono wrażenie), czego osobiście nienawidzę i odebrało mi pełną przyjemność z czytania. Z tego powodu moja ocena to 4/5 a jestem pewna, że dla wielu osób będzie to conajmniej 5/5 !
sobota, 25 lutego 2017
"Will Grayson, Will Grayson"
Mało jest książek młodzieżowych, które dotykając poważnych tematów, umieją przy tym zachować lekkość i być zabawne oraz zawierać fragmenty skłaniające do rozmyśleń. Moim zdaniem są to prawdziwe perełki, których długo się nie zapomina i często do nich powraca. Przyjaciółka poleciła mi ostatnio "Will Grayson, Will Grayson". Postanowiłam przeczytać wspomnianą lekturę i sprawdzić, czy może przypadkiem nie będzie to tytuł spełniający moje wymagania do powieści młodzieżowych i który szczerze mnie zachwyci.
Codzienność nie jest łatwa. Główni bohaterowie tej powieści z pewnością podpisaliby się pod tym stwierdzeniem. Bycie młodym wcale nie jest takie proste, lecz pełne różnych problemów i pytań, na które znajomość odpowiedzi jest konieczna. Pewnego wieczoru dochodzi na skutek zdumiewającego splotu wydarzeń do spotkania dwóch chłopców nazywających się identycznie. Will Grayson...
Dotychczas wiedli odmienne losy, lecz teraz ich drogi się krzyżują. Do czego ich to jednak doprowadzi i jaki wpływ będzie miało na ich życie?
Muszę przyznać, że książka ta nie przypomina mi żadnej innej. Jest orginalna i posiada własny, niepowtarzalny czar, przez co zyskuje moje duże uznanie. Czyta się ją łatwo i naprawdę przyjemnie choć nie jest to zawsze pogodna i wesoła lektura. Jak wspomniałam dotyka ona poważnych kwesti jak ; przyjaźń, miłość, odkrywanie własnej orientacji, znajomość przez internet, depresja. Podejcie do nich jest naprawdę szczególne i choćby po to warto się z nią zapoznać i zobaczyć jak potraktowali je autorzy.
Bohaterowie są równie szczególni jak cała lektura. Zbudowani trochę na kontrastach, co ciekawie wpływa na rozwój fabuły. Zwłaszcza widać to na przykładzie Willa Graysona przyjaźniącego się z Kruchym.
Szczerze mówiąc, jak dla mnie to właśnie jego przyjaciel, będący teorytycznie postacią drugoplanową jest najbardziej interesujący. Jego przezwisko jest widocznym nawiązaniem do.. ogromnych kształtów.
Bardzo ekspresyjny, dowcipny, dramatycznie podchodzący do większości zmartwień. Poznajemy go stopniowo i dopiero z czasem zaczynamy rozumieć jego przesadność w zachowaniu, ciągły entuzjaznm.
Zachwycam się nad postacią Kruchego, lecz nie świadczy to, Will Grayson jeden oraz drugi są nudni, bądź niedopracowani, wręcz przeciwnie. Tworzyło ich dwóch autorów, przez co są w pewien sposób podobni jak i odmienni. Są to złożone postacie, zwłaszcza psychika każdego z nich. Ich przemyślania pełno są sarkazmu i celnych spotrzeżeń. Często czują się zagubieni, pełni wściekłości i smutku... Trudno nie poczuć sympati do nich i zainteresowaniem przyglądać ich losom.
Moim zdaniem jest to wyjątkowa powieść, którą naprawdę warto przeczytać. Jej współautora Johna Greena inne dzieła to szeroko uznane i uwielbiane "Gwiazd naszych wina" oraz "Papierowe miasta". Ja po lekturze "Will Grayson, Will Grayson" mam dużą ochotę przeczytać inne jego książki, zaś tej wystawiam ocenę 5/5.
Etykiety:
John Green,
Literatura młodzieżowa,
Stany Zjednoczone
środa, 21 grudnia 2016
"Wróć, jeśli pamiętasz"
Mia zdecydowała. Zostaje. Decyzja ta kosztowała ją wiele bólu, przemyśleń, ale podjęła ją taką a nie inną.
Odtąd minęły trzy lata i wiele rzeczy uległo zmianie. Nasza bohaterka zaczęła odnosić znaczne sukcesy jakowiolonczelistka. Adamowi również udało się spełnić swoje marzenie i Shooting Star odniosło znaczny sukces. Piszą o nich w gazetach, grają wielkie koncerty i mają wiernych fanów. Od trzech lat bohaterowie również się nie widzieli... Czy tak wielka miłość może po prostu zgasnąć? Co się wydarzyło? Los postanawia zetknąć ich drogi jeszcze raz w przededniu ich tras koncertowych w całkowicie odległych zakątkach świata. Co będzię się działo w trakcie tych godzin?
Pierwszą znaczą zmianą w porównianiu do pierwszego tomu, to jej narrator. We wcześniejszym wszystko poznawaliśmy za sprawą Mia, tym razem zaś dzięki Adamowi. Muszę przyznać, że mnie ta odmiana bardzo przypadła mi do gustu. Dawna główna bohaterka nie należała wprawdzie do grupy tych irytujących, wręcz po części do sympatycznych, ale nie zbyt podobał mi się jej sposób relacjionowania zdarzeń. Po prostu, moja osobista preferencja.
Właśnie Adam jest jedną z głównych zalet tej powieści. Przeciwieństwo Mia ; dynamiczny, pełen złości, sarkazmu. Tą część zdecydowanie lepiej mi się czytało i jednym z czynników był jego sposób opowiadania o bólu, złości, mieszaninie uczuć. Co ciekawe, Mia też ulega wszechobecnym zmianom. Jej charakter, sposób postępowania. Cieszę się, że autorka ukazała ich przemiany na przestrzeni trzech lat. Moim zdaniem nadaje to książce ciekawszej formy.
Akcja rozgrywa się w ciągu zaledwie kilku dni, ale prawie cała jej objętość, to jeden . Dzięki temu jest ona dosyć szybka w pewnym tego słowa znaczeniu. Nie ma tu jej nagłych zwrotów, ale mimo to wciąga jej klimat, dość charakterystyczny. W dodatku duży plus ode mnie za wątek nocnego spaceru po Nowym Jorku. Naprawdę duży.
W porównaniu od poprzedniczki, ta część jest moim zdaniem dużo lepsza. W końcu zaczęły naprawdę ciekawić mnie losy bohaterów na tyle, iż planuję się jeszcze kiedyś z nimi spotkać. Nareszcie odczuwałam większe emocje w trakcie jej czytania, na czego brak tak narzekałam w "Zostań, jeśli kochasz" a powinno być chyba na odwrót? Tam temat był już w sobie chwytający za serce, ale cóż... Cieszę się, że nie męczyłam się z nią, ale nie mogę wciąż powiedzieć, że jestem zadowolona. Ciągle czegoś mi brakuje... Może w następnej części?
Wiem, że wielu osób uwielbia tę serię i po części domyślam się oraz rozumiem tego powody, lecz u mnie tak się nie dzieje. Ciekawa hisoria dwóch całkiem odmiennych osób, które łaczy miłość do muzyki. Nie jest, to mój najczęściej wybierany gatunek i może z tego to wynika, ale czasami warto sięgnąć po coś odmiennego. Tymczasem moja ocena,to 3.5/5
Etykiety:
Literatura młodzieżowa,
Stany Zjednoczone,
Wyzwanie
sobota, 26 listopada 2016
"Zostań, jeśli kochasz"
Czy przyciągają nas różnice czy podobieństwa? Czy nastoletnia miłość może być czymś więcej niż przelotną fascynacją? Warto chwilę się zamyślić, gdyż "Zostań, jeśli kochasz" opowiada głównie o poszukiwaniu odpowiedzi na powyższe pytania. Jednak nie tylko... Powieść młodzieżowa, która dotyka wielu poważnych kwestii pozostając przy tym lekką i przyjemną w czytaniu, to nie małe wyzwanie. Czy tytuł ten sprostał wymaganiom?
Mia jest wyjątkowo zdolną uczennicą, która w dodatku nie sprawia większych kłopotów. Jej życie wydaje się być idealnie poukładane. "Rówieśnicy odnosili się do mnie życzliwie,ale traktowali jak dorosłą. Jeszcze jedna nauczycielka. A z nauczycielkami się nie flirtuje" Do czasu... Dotychczasowy porządek wywraca jednak niespodziewane uczucie a następnie wstrząsające przeżycie. Bohaterka zmuszona zostaje do podjęcia niezwykle trudnej decyzji, w której niewysłowionym wsparciem okazuje się przyjrzenie własnej przeszłości.
Po skończeniu tej książki mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony zapada ona w pamięć, jej sama idea jest niezwykła, ale nie do końca przypadł mi sposób pisania autorki.Pewna jestem jednak, że nie żałuję czasu poświęconego temu tytułowi...
Trudna sytuajcja skłania dziewczynę do refleksji. Moim zdaniem jest to dobry zabieg, by stopniowo poznawać główną bohaterkę jak i postacie drugoplanowe. Bardzo lubię, gdy akcja dzieje się w teraźniejszości jak również przeszłości. Na szczęście zostało, to poprowadzone sprawnie i z pomysłem, dzięki czemu nie tylko nie gubimy się w chronologi jak i z przyjemnością poznajemy dawne przeżycia bohaterów. Trudno mówić mi w tym przypadku o atmosferze trzymającej w napięciu,gdyż jest ona głównie pełna refleksji, zamyślenia ciągle jednak chodzi nam po głowie pytanie ; "Jaką decyzję podejmie Mia?".
Bohaterowie... Interesujący, choś być może nie do końca orginalni ( grzeczna dziewczynka grająca na wiolonczeli oraz chłopiec z zespołu rockowego. Jak dla mnie pomysł na ich miłość nie jest czymś odkrywczym.), ale trudno ich nie polubić. Dzięki nim lektura jest tak przyjemna i ciekawa. Zwłaszcza rodzice głównej postaci od razu skradli moje serce. Mam jednak lekkie zastrzeżenia. Moim zdaniem wizerunek Mia jest zbyt idealny. Brakowało mi na nim większych rys, negatywnych odczuć. Jej dobroć może być zaletą i sprawiać, że życzymy jej jak najlepiej , jednak wyżej stawiam niejednoznaczne postacie.
Nie do końca przypadł mi warsztat autorki. Z tak wspaniałego pomysłu mogła moim zdaniem jeszcze więcej wykrzesić. Książka opowiadająca tak smutną historię, pełną wszelkich emocji a ja czytam ją nie odczuwając żadnej. Przepraszam, momentami uśmiechałam się, gdy rodzice bohaterki wspominali swoją przeszłość bądź sprzeczali się. Mimo to zdecydowanie zabrakło mi ich.... Niestety w tym przypadku są one niezbędne a ich brak... Cóż, o ile czasami aż tak bardzo nie razi to w oczy z powodu innych zalet w tym przypadku powinny być przodującą zaletą a tego nie mogę wybaczyć.....
Mimo dwóch dość dużych wad oceniam tę książkę wysoko. Sam pomysł trafił w mój gust i choć wykonanie ma spore braki w mojej ocenie, to mnogość dotykanych przez nią kwesti w pewien sposób to wynagradza. Nie jest, to młodzieżówka jedynie o miłości i jej różnych problemach, ale również o umieraniu, trudnych wyborach, cierpieniu i jego znaczeniu ( "Może gdybym miała trochę doświadczenia, gdybym zaznała dotychczas więcej nieszczęść, byłabym lepiej przygotowana." Mój ulubiony cytat...). Opowiada o prawdziwej pasji i jak wiele trzeba poświęcić realizację marzeń. Jej rodzice mogą stanowić zaś przykład do równie wielu rozważań wspomnę choćby o wychowywaniu dzieci w orginalny sposób bądź jak zmieniamy się na przestrzeni lat. Wszytko to dodam na zaledwie 243 stronach...
W tej recenzji starałam się wyrazić jakie wątpliiwości miałam przy ocenianiu, które przedstawia się nnastępująco : -4/5.
środa, 20 lipca 2016
"Buszujący w zbożu"
Są tytuły, o których dużo się słyszy. Takie, które urosły wręcz do miana legend.. "Buszujący w zbożu" nie raz pojawiał mi się przed oczami na ogół łączony z naprawdę zachęcającymi opisami jak : "kontrowersyjna lektura", "główny bohater stał się ikoną nastoletnich buntowników", "książka bardzo znana, wiele osób uznaje ją za najważniejszą lekturę młodości ". Brzmi intrygująco, więc korzystając z wolnego czasu na wakacjach postanowiłam przeczytać ją.
Holden jest nastolatkiem, który po raz kolejny został wyrzucony ze szkoły. Swoje oceny argumentuje hipokryzją i nijakością tamtejszego życia i bezsensownymi zasadami. Ma on spotkać się z rodzicami w środę, ale postanawia uciec. Przez kilka dni planuje bez większego celu spacerować po Nowym Yorku.
Spotyka on dawnych znajomych jak i przypadkowych ludzi a wszystkie jego przygody są tylko preteksem do snucia przemyśleń, wspomnień na temat otaczającej go rzeczywistości,
Od dłuższego czasu nie miałam aż tak skomplikowanego zdania na temat jakieś ksiażki. Myśląc o "Buszującym w zbożu" odczuwam sprzeczne emocje. Na początku czytało mi się naprawdę ciężko.
Główny bohater irytował a jego ciągłe krytyki internatu czy przyjaciół po prostu nudziły. Z czasem jednak jego przemyślenia zaczęły ciekawić a nawet bawić. Akcja trochę przyśpieszyła chociaż i tak nie można nazwać ją trzymającą w napięciu czy nie pozwalającą na odłożenie lektury.
W książce tej nie poszukiwałam jednak nagłych zwrotów akcji, ale swoistego manifestu. Niestety nawet jego zbytnio tu nie widać. Zamiast głośnego sprzeciwu, krytyki ówczesnych realiów życia bardziej widziałam marudzenie, znudzonego, bez ambicji nastolatka. Dopiero pod koniec zaczęłam dostrzegać trochę głębszy wydźwięk jego słów, ale to trochę za mało, zbyt delikatne jak dla mnie.
Na początku lektura ta była naprawdę nudna i uciążliwia, ale z czasem zaczęłam przekonywać się do niej.
Główny bohater zamiast irytować, zaczęłam wraz z nimi odczuwać ból, otaczający go bezsesn, dlatego nie mogę powiedzieć, że czas spędzony na czytaniu tej książki jest stracony. "Buszujący w zbożu" mimo kilku naprawdę sporych wad jak dla mnie, posiada osobliwy urok i za to go cenię.
Moje odczucia po lekturze jak wspomniałam na początku są naprawdę podzielone. Z jednej strony trochę się zawiodłam, bo po zasłyszanych opiniach spodziewałam się czegoś naprawdę wybitnego, wywrotowego a tego niestety się nie doczekałam. Z drugiej miło mi się czytało o włóczędze nastoletniego buntownika i przyglądało jego przemyśleniom, wspomnieniom. Nie wiem, być może to ja nie zrozumiałam tego manifestu, gdyż żyję w innych czasach, jestem młodą osobą. Powstrzymam się toteż w tym wypadku od oceny.
Czy polecam? Z pewnością! Mnie nie przypadła ona do gustu i nie zaliczę jej do książęk mojego życia, ale może w przypadku kogoś innego będzie przeciwnie? Dlatego myślę, że warto przeczytać tą książkę, by samemu ją ocenić. Co wy sądzicie o tej słynnej lekturze?
wtorek, 28 czerwca 2016
"Tajemna historia"
Życie Richarda Papena jest naznaczone okropną monotonią. Nie widzi on żadnego sensu czy celu egzystencji.
Codzienność wydaje się być wieczną pustką, gdy pewnego dnia nieznany impuls pcga go do przeniesia się na studia w Hampdem. Szybko dostrzega on grupkę ekscentrycznych, zamkniętych w swym gronie studentów filologi klasycznej. Intrygują go oni a jako, że miał już w swym życiu dłuższą styczność z Greką postanawia do nich dołączyć. Nie jest to łatwe jako że profesor Morrow na swoje zajęcia przyjmuje zaledwie garstkę studentów i to specyficznie dobieranych. Grupa ta dodatko jest dość odcięta od reszty studenckiej społeczności. Wiele osób odradza to młodzieńcowi, ale on wierzy iż w ten sposób jego życie wypełni się tym czego mu brakuje. Z całych sił zaczyna walczyć o dołączenie do elitarnego koła. Nie wie on jeszcze jak wielkie i długotrałe będą konsekwencje jego decyzji....
Ta jedna lektura sprawiła, że całym sercem przekonałam się do Donny Tartt! Sposób pisania tej książki od pierwszych stron przenosi nas w nie śpieszne życie Richarda Papena i codzienność w Hanpdem.
W momentach, gdy akcja dramatyczne przyśpiesza styl narracji sprawia, że czujemy jakby nas to właśnie dotyczyło. Oczarowuje on nas i jest moim zdaniem największą zaletą tego tytułu oraz powodem, dla którego warto przeczytać tą książkę.
Kolejnym plusem "Tajemnej historii" są z pewnością charakterystyczni bohaterowie. Niezwykły geniusz, żyjący dawnymi imperiami, światami Henry. Roztrzepany, niechlujny, ale najbardziej radosny, spontaniczny z całej grupy Bunny. Eksentryczny Francis i urocze, ciągle trzymające się razem rodzeństwo ; Charles i Camilla. W trakcie lektury coraz bardziej zżywamy się z nimi, poznajemy stopniowo. Z początkowych strzępów rozmów i powierzchownych przypuszczeń, coraz bliżej i osobiście. Dowiadujemy się skrywanych sekretów,dawnych uraz. Wraz z niepowtarzalnym stylem pisania autorki stanowią oni główny powód, który sprawił to, iż na długo nie zapomnę o tej książce.
Fabuła od początku trzyma nas w napięciu zbliżającej się tragedi. Jest powolna, pełna zadumy choć momentami niespodziewanie przyśpiesza. Przez 608 stron zaprzyjaźniamy się z całą grupą studentów Morrowa i wszystko co ich dotyczy odczuwamy jakby nas osobiście dosięgało. Momentami wybuchamy śmiechem, ale też płaczem. Dużo w niej ostrych uwag i sarkazmu. Nie jest to radosna lektura, gdyż dotyczy dramatycznych decyzji i ich wpływu na nasze dalsze losy. Zakończenie sprawiło mnie w tak wielkie osłupienie jak dawno żadna książka.
"Tajemna historia" jest świetną książką, która ma bardzo duże szanse na tytuł mojej książki roku i oceniam ją 5/5.Świetna !
Etykiety:
Donna Tartt,
Filozofia,
Stany Zjednoczone
niedziela, 8 maja 2016
"Skandalistki. Historie kobiet niepokornych"
Od dłuższego czasu chciałam sprawdzić w czym tkwi sukces tych lektur, ale w księgarni zawsze jakaś inna książka kusiła mnie a w bibliotece długo ich nie widziałam. Niedawno udało mi się w końcu dotrzec tą pozycję i z radością zasiadałam do jej czytania.
Każdy z nas jest wyjątkowy na swój sposób, unikatowy jednak w większości dążymy by jak najmiej się wyróżniać. Inność traktowana jest podejrzliwie, często potępiana zaś na niepokornych wydawane są okrutne wyroki począwszy od wyśmiewania, potępiania, wykluczania kończywszy na bardziej tragicznych sytuacjach. Na przestrzeniach wieków zawsze znajdowały się mimo to jednostki, które nie bały się być sobą, posiadały wizje oraz niepowtarzalną odwagę. O nich pamięta się, uczy na historii. Rola kobiety jest szczególnie opleciona regułami, zasadami, zwyczajami, których lepiej nie łamać. Powtawały wzorce, których należało się trzymać zaś każdy przejaw "wychylania się z szeregu" był tłumiony surowiej niż w przypadku mężczyzn. Zdarzyły się jednak te, które nie chciały się podporządkować, "niepokorne skandallistki " i właśnie o nich jest ta książka.
Jestem zachwycona tą książką ! Każda opisana biografia jest szczególna, pochłania naszą uwagę i nie pozwala się oderwać. Jedne smutniejsze, tragiczne, ale i pełne nadzieji, motywujące by nie bać się swoich marzeń, samego siebie... Bardzo podoba mi się pomysł podzielenia publikacji na 7 grup dzięki czemu możemy je porównywać, ale i znaleźć tą historię, która najbardziej nas ciekawi.
Po zakończeniu czytania zauważyłam iż po "wybranej bibliografi" zamieszczona jest lista książek i filmów dotyczących opisanych kobiet. Jestem zachwycona tą ideą ! Kilka historii poruszyło mnie w szczególności, więc z pewnością z tego skorzystam !
Bardzo lubię ten gatunek ,więc kilka histori w jednej książce to strzał jak dla mnie w dziesiątkę.
Dzięki temu możemy poznać kilkanaście życiorysów,które łączy jakiś wątek a w dodatku nie robi się to monotonie,gdyż każda postać jest opisana szczegółowo, ciekawie, ale nie rozwlekle, bo w kolejce już czeka kolejna. Dodatkowo ta pozycja nie opisuje konkretnej grupy kobiet np. królowych, lecz są tu i dzielne podróżniczki, nieszablonowe arystki, uwodzicielki jak i krnąbne żony.
Lekturę tę oceniam 4/5 i polecam w szególności miłośnikom biografii, osobą poszukującym inspiracji i nie tylko !
Etykiety:
2 wojna światowa,
Biografia,
Romans,
Stany Zjednoczone,
Średniowiecze
poniedziałek, 8 lutego 2016
"Diabelska przełęcz"
Lubię wierzyć w przeznaczenie, ciekawe sploty przypadków. Najczęściej mam tak właśnie z książkami oraz filmami. Czym kieruję się, że wyjmuję z półki tą a nie inną, bądź że coś zwodzi od oddania przed przeczytaniem? Dwa tygodnie temu po obejrzeniu "Wersal. Prawo krwi",( który też swoją drogą gorąco polecam) zaczął się film, który zaintrygował mnie już samym tytułem oraz napisem : "Historia na faktach"...
Postanowiłam obejrzyć tylko początek jakieś 15 minut a po pierwszej, kiedy już się skończył nie byłam jescze w stanie dojść do siebie....
W 1993 roku w Stanach Zjednoczonych trójka chłopców miejących po 8 lat wybrała się na przejeżdżkę rowerami. Mieli być przed 15, ale nie wróci na noc... Rodzice są przerażeni, przeczuwają tragedię. Wkrótce w miejscowej Diabelskiej Przełęczy zostają odnalezione ich okaleczone zwłoki. Wszyscy są w strząśnięci i zaczynają szukać sprawców, tego okrucieństwa. Oskarżenia odrazu padają na trzech miejscowych chłopców wyróźniających się swoim wyglądem oraz słuchaną muzyką. Ich proces staje się po części medialnym show, ale i wielką walką między ich prywatnym detyktywem i adwokatami przeciw widocznie stronniczym sędzim oraz opinią publiczną.
Głównym bohaterem prosukcji jest prywatny dziennikarz Ron, który zaintrygowany tajemniczymi okolicznościami zbrodni postanawia zangażować się w nią. Zdaje sobie on szybko sprawę, że będzie ona niezwykle trudna, gdyż wszyscy już nieoficjalnie postawili wyrok na chłopcach. Im dłużej jest ona jednak prowadzona tym więcej wychodzi na wierzch niejasności, sprzecznych informacji. Czy cokolwiek jednak może pomóc odkryć prawdę, gdy wszystko odwraca się przeciw nim?
Podobała mi się bardzo niepokojąca atmosfera tego filmu, który w napięciu trzymał mnie do zakończenia, którego przyznam nie spodziewałam się. Do gustu przypadli mi też bohaterowie. Uparty, pełen wiary w prawo adwokat, cierpiąca matka, która jednak nie chce mścić się na oskarżonych, ale pragnie po prostu prawdy i spokoju, że wie jak wyglądały ostatnie chwile ukochanego człowieka... Dla mnie młodej osoby patrzenie na proces 16 latków był tym bardziej emocjolany, że utożsamiałam się z nimi. Główną ich winą było przecież wyróźnianie się i walka o prawo do bycia sobą...
Dla mnie wyznacznikiem, że dana produkcja jest dobra jest jeśli kilka dni po jej obejrzeniu ciągle do niej powracam myślami. Po "Diabelskiej przełęczy" tak właśnie mam. Opowiadam o niej już większości znajomym i planuję obejrzeć ponownie. Polcam gorąco ten film, bo historia w nim zawarta z pewnością intryguje i daje trochę do przemyślenia...
środa, 26 sierpnia 2015
"Stowarzyszenie wędrujących dżinsów"
Książki to mój mały, prywatny świat, w którym uwielbiem przebywać i wędrować. Czasami mam ochotę na ambitne,wymagające, kiedy indziej na podróżnicze, biograficzne lub historyczne. Bywa też tak, że chcę jakąś miłą, przyjemną lekturę, by odpocząć przy niej. Natrafiłam raz na pochlebną recenzję "Stowarzyszenia wędrujących dżinsów" postanowiłam, więc wyrobić o niej własne zdanie, które jest dość odmienne.
Cztery przyjaciółki mają spędzić oddzielnie lato. Każda wiąże z nim inne nadzieje. Carmen ma je spędzić z tatą, z którym od rozwodu rodziców, chce spędzać jak najwięcej czasu. Lena jedzie do dziadków w Grecj.
Bridget jest na obozie sportowym a Tibby zostaje w mieście, ale podejmuje się wakacyjnej pracy.
Carmen przypadkowo kupuje dżinsy, które okazują się pasować na każdą koleżankę. Obiecują, że w czasie tych tygodni będę się wspierać i byćw kontakcie a potwierdzeniem tego będą wędrujące dźinsy.
Spodziewałam się miłej i lekkiej lektury, ale aż tak płytkiej się nie spodziewałam. Czytając ją po prostu się nudziłam a bohaterki z wyjątkiem Tibby wydawały mi się tak mało charakterystyczne,orginalne czy choćby dające się lubić. Nie wyróżniają się niczym od postaci z innnych młodzieżówek, "typowe" nastolatki, co sprawia lekturę monotonną.
Warsztat autorki też mnie nie zadowala. Niektóre losy bohatrek, gdyby innaczej je trochę ująć, może bardziej emocjonalnie pokazać, dałyby się przeżyć, ale sposób ich opowiadania i brak jakiejkolwiek głębi, przesłania, najbardziej mnie męczył. Moim zdaniem lektury dla młodzieży też powinny być dopracowane, mieć coś w sobie,wyróżniać się a nie tonąć w morzu takich samych, całkowicie pozbytych ambicji pozycji.
Rozczarowałam się tą lekturą i żałuję minut jej poświęconych. Oceniam ją dość surowo 1/5 i zdecydowanie nie polecam. Szkoda na nią czasu a jest wiele lektur młodzieżowych,, które są od niej o niebo lepsze.
Etykiety:
Literatura młodzieżowa,
Stany Zjednoczone
niedziela, 29 marca 2015
"Perska księżniczka"
Każdy ma jakąś pasję. Coś czemu poświęca się całym sercem i mógłby cały swój czas przeznaczyć na to.
Moje dwie największe to czytanie oraz podróże. O jednej i drugiej mogłabym rozmawiać godzinami.
Lubię oczywiście więcej rzeczy, ale to powyżej wymienione królują w mym sercu. Uwielbiam je łączyć, więc kiedy znajduje się taka możliwość, chętnie z niej korzystam. Książki podróżnicze lub te, których akcja dzieje się w egzotycznym i orginalnym miejscu, są właśnie taką sposobnością. Niedawno o Iranie czytałam w moich ulubionych czasopismach, dlatego ta książka od razu przykuła moją uwagę.
Barbara pochodzi z małej, konserwatywnej miejscowości. Jest jednak odmienna od reszty miejscowoch i od początku budzi kontrowersje. Na studiach zakochuje się od pierwszego wejrzenia w Bahramie, bogatym Irańczyku. Po dość krótkim namyśle zgadza się wyjść za niego i zamieszkać w jego Ojczyźnie. Ignoruje zachowania, które już od lotniska powinny wzbudzić jej uwagę, ona jednak wierzy w miłość. Odtąd będzie zmierzać się z różnicami kulturowymi i nieskrywaną, powszechną nienawiścią do wszystkiego co związane z Ameryką.
Rzadko kiedy spotykamy kogoś lub coś idealnego. Ta książka ma i zalety i wady. Moje zdanie o niej jest mieszane, bo trudno mi się zdecydować. Nie powinno się zbyt surowo oceniać, jednak w przypadku lektur robię odstępstwo od reguł. Pozycja ta miała bardzo duże szanse na bycie perełką, nie wszystkie jednak wykorzystała. Ciekawe miejsce, o którym więcej wiemy ze stereotypów niż z rzetelnej wiedzy. Fabuła oparta na prawdziwej historii. Bohaterka, która od razu zaskarbiła sobie moją sympatię, ale....
Wątek miłostek Barbary potraktowany został bardzo pobieżnie. Za szybko go zaczęto i skończono, kiedy naprawdę można było z niego zrobić główną zaletę ksiażki. W dodatku opowiedziany został bez żadnych uczuć, co tylko pogorszyło moje odczucia. Również pod sam koniec lektury miłość została zepchnięta na margines w przypadku córek głównej bohaterki a o tym jak się ustatkowały dowiadujemy się z Epilogu i to w dwóch, trzech zdaniach w dodatku tak niejasno, że praktycznie nie wiemy nic.
Uczucia są dla mnie najważniejsze w książce, którą czytam. Jest jednak coć co cenię równie wysoko jeśli nawet nie bardziej. Hisoria i kultura miejsca, w którym dzieje się akcja. Na to nie mogę narzekać. Główną osią jest właśnie ona. O władzy Rezego Pachlawiego i rewolucji islamskiej dowiadujemy się dużo, w dodatku zostawiają one głębokie ślady w życiu bohaterów.
Książkę oceniam na 4/5, bo dużo dowiedziałam się o histori Iranu, ale nie wykorzystała ona całego potencjału, który w niej tkwił i to bardzo raziło mnie po oczach.
czwartek, 21 sierpnia 2014
Małe kobietki
Lektura ta opowiada o czterech siostrach Meg, Jo, Beth i Amy. Tak różnych od siebie nie raz kłócąch się, ale zawsze trzymających się razem gdy do okien ich domu zagląda bieda, choroba lub wojna. Meg poważna, przestrzegająca wszystkich pisanych i nie pisanych zasad obycia w towarzystwie, która zastępuje dziewczynką mamę, kiedy ta będzie zmuszona je opuścić na dłuższy czas. Energiczna Jo, która nienawawidzi sztywnego zachowania na np, przyjęciach,która zwyczajnie drwi sobie z zachowania, ktore tak skrupulatnie przestrzega jej starsza siostra. Ponadto marzy ona o karierze pisarki, lub aktorki. Miejąca dobre serce i uzdolniona muzycznie nieśmiała Beth, oraz lekko przemądrzająca się Amy. Do ich zbaw i perypeti dołacza się też samotny, bogaty sąsiad Lauwrence i jego dziadek. Nad wszystkim czuwa zaś dobra i opiekuńcza mama gotowa w każdej chwili przyjść z pomocą swym dorastającym córką.
Pozycja ta bardzo przypadła mi do gustu. Pełna dobroci i klimatu dawnych czasów. Do tego nigdy nie nudzące się bohaterki, których głowy aż kipią od pomysłów. Klub Pickwicka, skrzynka pocztowa, przedstawienia teatralne. W ich domu nie ma czasu na nudy. Po zatym z tyłu czai się też morał. Siostry bowiem poza zabawą, która pomaga im zapomnieć o dręczących je problemach starają się też stawać lepsze. Panować nad emocjami, próżnością, gniewem, lenistwem. Z każdej ich przygody wychyla się ziarenko mądrości, które czegoś je uczy. Po za tym adoratorzy starający się o najstarszą siostrę i przyjażń młodszej, która niechybnie przeradza się w miłość....
Kiedy czytałam tą książkę, czas lecial mi bardzo szybko. Wystarczyły mi pierwsze trzy kartki by zatracić się w tym świecie, który choć już przeminął nadal nas zachwyca. Druga połowa XIX wieku to jeden z moich ulubionych okresów. Miłość do niego zapewnie zrodziła się u mnie już wtedy gdy po raz trzeci i czwarty czytałam "Anię z Zielonego Wzgórza". Co ciekawe wczoraj odkryłam, że istnieje część dalsza "Małych kobietek" tej samej autorki pod tytułem "U progu życia".
Książce tej daję 4/5, bo oczarowała mnie i długo jeszcze będę do niej powracać myślami.
piątek, 28 lutego 2014
"Korzenie"
Są moim zdaniem książki, które każdy człowiek powinien przeczytać minium jeden raz w życiu i ta pozycja do nich należy. Temat niewolnictwa i segregacji rasowej pojawia się w wielu książkach np. "Służących", "Chata Wuja Toma". Jak wspomniałam już w poprzednich postach podjełam się wyzwania "Podróże czytelnicze". W jego ramach przeczytałam już "Przemineło z wiatrem", którego akcja dzieje się w Stanach Zjednoczonych, jednak o tym kraju można by mówić i mówić...
Dlatego też przeczytałam kolejną książkę,która dzieje się w tym kraju. Wachałam się jednak między "Chatą Wuja Toma" a "Korzeniami". Los chiciał "Chaty..." nie było wziełam więc "Korzenie" i nie żałuje!
Książka ta opowiada o losach Kunta Kinte młodego chłopca a później mężczyzny. Towarzyszymy mu od dnia urodzin. Patrzymy jak stawia pierwsze kroki, dostaje pierwszą procę i kozę, idzie do szkoły oraz przechodzi obrząd incicjacji. Słyszymy też opowieści o okrótnym tubabie (białym człowieku), porywaczach niewolników oraz czarnych sprzedających mieszkańców swoich wiosek białym. Kiedy pewnego dnia Kunta idzie zrąbać drewno na bębęn zostaje napadnięty i porwany przez tubabów. Odtąt obserwujemy okrutną i nieludzką podróż statkiem i pierwsze kroki na ziemi białego.
Ciekawym zabiegiem literackim autora było to, że obserwujemy Kuntę od jego urodzenia przez co poznajemy i zżywamy się z Afryką. Widzimy jej tradycje, tańce, wiadomości przekazywane przez wybijanie rytmu na bębnie. Czytamy o jej przepięknej przyrodzie, zwierzętach, zwyczajch i obowiązkach myśliwcy oraz świętach.
Podróżujemy po niej powoli ucząc się rozróżniać poszczególne plemiona. Kiedy właśnie przyzwyczjamy się i zarazem zachwycamy jej urokiem nadchodzi nagłe zdarzenie, które wywróca życie głównego bohatera do góry nagami. Zostaje porwany !
Naprawdę nieraz nie dochodzi do nas jak straszne było niewolnictwo. W jakich warunkach byli transportowani. Mną samą najbardziej wstrząsneły właśnie tego opisy. Niby się dużo mówi, ale tak do końca trudno nam to wyobrazić i wczuć się w losy tych wielu porwanych. Przypięci metalowymi łańcuchami do prycz, które do krwi zdzierały skórę, jeden koło drugiego tak ciasno, że nie mógli się ruszyć. A kiedy w końcu przybijają do ziemi białego czeka na nich jeszcze większe piekło...
Choć głównym bohaterem jest Kunta Kinte książka opowiada też o losach jego dzieci, dzieci jego dzieci itd. Wraz z ich losami, miłostkami i gruzgoczącą nie sprawiedliwością dotykającą je nieraz widzimy całą galerię ich właścicieli. Od okrótnych posiadaczy wielich plantacji, przez tych sprawiedliwszych z wielkim sercem po pogardliwie zwaną "białą nędzę".
Czytając tą książkę nie raz nie mogłąm uwierzyć, że to wszystko naprawdę się wydarzyło! Nie jest to żadna fikcja literacka a przepięknie spisana relacja z badania włsanej histori. Jest tak ponieważ saga ta kończy się na losach autora, który wychowany na opowieściach starej babci o przodkach, postanawia spisać ich historię. Patrzymy więc jak jeździ od biblioteki to do portu, to znów do profesora, Afryki by znów do biblioteki. Dziełem zaś tej kolosalnej pracy jest ta włąsnie książeczka, którą niedawno przeczytałam.
Lektura ta bardzo mi się spodobała! Choć czasami mi się nudziła to losy Kunta Kinte i jego dzici cały czas kazały mi powrócić do niej. Kiedy zaś ją kończyłam było mi ......smutno! Tak, włąśnie smutno. Przez ten cały tuzin stron żyjemy ich losami, współczując im, cierpiąc wraz z nimi i miejąc nadzieję na poprawę ich losu.
Jak wspomniałam pozycja ta bardzo mi się spodobała i daję jej 5/5, bo naprawdę na to zasłużyła.
wtorek, 14 stycznia 2014
"Przemineło z wiatrem"
Trafiliśmy na świetną lekturę. Wszystkie te kryteria ( i to z nawiązką) spełnia książka "Przemineło z wiatrem"
Główną bohaterką jest Scarlett. Próżna zapatrzona w siebie dziewczyna. Nie ma prawie żadnych problemów, bowiem każdy odrazu jest spełniany, poza jednym. Ashley. Kocha się ona w nim, jednak on nie wzbudza pozorów zainteresowania nią. Kiedy dowiaduje się o jego zaręczynach z Melanią, wydaje się jej to niemożliwe. Ma bowiem najwięcej adoratorów w powiecie, może mieć każdego kogo zechce, ale ten jeden jest wyjątkiem. Jej sielankę, przerywa wojna secesyjna, która na zawsze odmieni jejn życie i jej bliskich.
Książka naprawdę przypadła mi do serca. Jest w niej wszystko czego pragnę od świetnej książki i wiele więcej. Nieprzewidywalne zwroty akcji, poświęcenie, strach przed głodem i pragnienie pieniędzy i miłość.
Jednak najlepsi są bohaterowie. Tak od siebie inni i zarazem się dopełniający, by razem stanowić świetny trzon opowieści.
Próżna, ale keidy trzeba potrafi się poświęcić, wierząca w zasadę "Cel uświęca środki" i osiągnająca to co zechce - Scarlett, cwany, potrafiący wydrwić wszystko i nie liczący się z tym co o nim pomyślą - Rett,
wierząca i szukająca w ludziach dobra - Melania, nie potrafiący przystosować się do nowych zasad rządzących światem, ceniący honor ponad wszystko - Ashley. Oraz wielu nie mniej barwnych np. Mammy, Gerald, Pork.
Czytając ją przenosimy się do czasów długich sukien, nienagalnych manier, których przestrzeganie (lub też nie) było gorącym tematem rozmów, a lista co nalezy a co nie długa. Czas wielkich plantacji i licznych przyjęć. Czas, który na zawsze przeminął z witrem i pierwszymi kulami bitwy. Bitwy, która pokarze do jakich rzeczy potrafi się cofnąć każdy, by ocalić siebie i tych, których kocha oraz swój majątek i dylematy np. czy uciec do ciepłego, pełnego kochających cięosób swojego domu, czy zostać z potrzebującą cię osobą wśród chmur strzałów i huków armat, która bez ciebie nie przerzyje
Książka napewno nie jest nudnym i przewidywalnym romansem. Oczywiście miłość gra tu pierwsze skrzypce, ale widzimy też poświęcenie, śmierć i okrucieństwo wojny A wąntek miłosny jeden z najlepszych na jakie się na tknełam.
Książce daję 5/5, bo naprawdę trzymała w napięciu do sotatniej strony i długo po jej przeczytaniu myślami wracałam do niej.
P.S. Na górze zaraz po okładce dodałam zdjęcie z tytułem "Książkowe podróże". Pochodzi ono z bloga
http://zaczytane-zwariowane.blogspot.com/2013/12/ksiazkowe-podroze-wyzwanie-czytelnicze.html
Chodzi tu o wyzwanie czytelnicze, "Książkowe podróże". Chodzi tu o to, by przeczytać książki zinnych krajów itym sposobem je poznawyać. Kiedy o tym usłyszałam odrazu się zgłosiłam i polecam !
Więcej pod podanym powyżej linkiem.
Kraj, który odwiedziłam - Stany Zjednoczone
Etykiety:
Romans,
Stany Zjednoczone,
Wojna secesyjna
poniedziałek, 2 grudnia 2013
"Wielki Gatsby"
Przeważnie nie lubię kiedy czytam po obejrzeniu ekranizacji. Wyjątkiem jest np. "Gra o tron", którą przeczytałam po obejrzeniu trzech sezonów, aczkolwiek dalsze tomy nie są zekranizowane dlatego średnio się nadaje jako przykład. Czemu jednak wolę najpierw przeczytać a dopiero potem obejrzeć? Najbardziej dlatego, że potem książka mnie nie wciąga i wydaje się nudna. Dlatego kiedy do kina wszedł film na podstawie "Wielkiego Gatsby" postanowiłam najpierw przeczytać a dopiero potem obejrzeć.
Książka opowiada o losach Jay Gatsbiego. Narratorem jest jednak Nick, mieszkający w pobliżu.
Jest on zaciekawiony postacią Gatsbiego, o którym krążą liczne plotki. Podczas jednego z hucznych przyjęć Jaya poznaje go. Książka skupia się najbardziej losach Gatsbiego, jego przeszłości i wielkiej miłołości do Daisy.
Miłość ta jest jednak trudna bowiem skazana na liczne przeszkody tj. Daisy jest mężatką, zaś kochankowie nie widzieli się przez 5 lat. Czy ich miłość zwycięży? Czy przez 5 lat zmienili się? A jaka będzie rola Nicka w tym wszystkim? A w tle jazz, szampan, Stany w latach 20 i wielkie, huczne przyjęcia Gatsbiego.
Zauważyłam, że kiedy do kin wchodzi ekranizacja jakieś książki wszystkich ogarnia szał i rzucają się na nią w biblotekach i księgarniach. Moim zdaniem to właśnie jest najlepsze w filmach na podstawie książki, że nagle staje się o niej głośno, wszyscy chcą ją przeczytać nim pójdą do kina a jej tytuł znów staje się głośny i nieznać niewypada. Czasami wręcz jest tak wielkie szaleństwo, że piszą nawet w gazetach jak było z ekranizacją "Anny Kareniny". Dlatego kiedy usłyszałam, że do kin wchodzi film na podstawie "Wielkiego
Gatsbiego" wiedziałam, że muszę go przeczytać.
Książka jak wiadomo klasyk do tego znajduje się na liście " 100 książek, które trzeba przeczytać w życiu" z tych powodów podeszłam do niej z nutką niepewności i dystansu.
Książka przez pierwsze 30 stron szła mi opornie. Nie widziałam w niej nic szczególnego a od amerykańskich nazw kręciło mi się w głowie. Najbardziej zawiodło mnie jednak, że narratorem jest Nick a nie jak wcześniej myślałam Gatsby. Jednak czytałam dalej a kiedy przeżywałam "kryzys" postanowiłam obejrzeć zwiastun, który był tak pięknie nakręcony a muzyka w tle świetna, że postanowiłam czytać dalej. Im więcej stron za mną tym książka mi się podobała.
Napisałam ogólnie teraz napiszę trochę o wadach. Napewno na początku akcja jest powolna i smutek mi to mówić nudna. Gdy zaś rozkręca się naprawdę tak, że przyjemnie jest ją czytać kończy się. I cała w tym niesprawiedliwość. Powytykałam wady, ale każy chyba ma jakieś zalety? Napewno są nimi, że o przeszłości Gatsbiego dowiadujemy się powoli a nie odrazu autor opowiada nam od a do z tak, że przez cały "wykład" ziewamy z nudów. I to powolne odkrywanie podobało mi się najbardziej. Ciekawy napewno był napewno wątek milości Jaya i Daisy, który najbardziej mnie trzymał mnie w napięciu i scana ścigania się samochodami, na którą trzeba trochę poczekać, ale kiedy się pojawi trud się oderwać.
Książce daję 3/5, bo choć miła i przyjemna w czytaniu to na cztery nie zasłużyła, ponieważ nie wciągła mnie i nie trzymała w napięciu.
P.S. Jeśli jednak, któś się wacha. Przeczytać czy nie przeczytac? Podaję zwiastun może po jego obejrzeniu będzie mógł zadecydować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



