Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 kwietnia 2017

"Belle epoque"


Uwielbiam romyślać nad przeszłością, toteż filmy,których akcja dzieje się w  dawnych latach są często przeze mnie wybierane. Kocham przyglądać się jak wyglądały dawniej stroje, codzienność, budynki, które zamieszkiwali,  Niezwykle mnie to fascynuje i zawsze natknięcie się na produkcję, która dzieje się w moim ulubionym okresie historycznym, bądź w najmniej mi znanym, intryguje mnie i zmusza, aby sięgnąć po nią. Bardzo cenię też seriale historyczne, gdyż dzięki wielu odcinkom jeszcze lepiej jest mi wczuć się w tamte czasy. Mam kilka ukochanych tytułów, lecz wiele jest ciągle przede mną. Niestety, mało jest wciąż  widowiskowich serii , których akcja działaby się w Polsce.  


Ostatnio bardzo reklamowany był serial "Belle  Epoque". Wiele było wywiadów i programów o tym jak powstawał,  przybliżających realia epoki, analiz bohaterów, Przyznam, że byłam bardzo podekscytowana tą produkcją. Moment w historii niezwykle interesujący w dodatku akcja opleciona wokół morderstw i prób ich wytłumaczenia,zdemaskowania mordercy. Wielka, nieszczęśliwa miłość i poszukiwanie zemsty. Dużo wspominano też o ich staraniach,aby jak najwierniej  oddać klimat tamtych czasów. Zapowiadało się naprawdę interesująco.

Jan Edigey-Korycki powraca do Krakowa po dlugiej nieobecności. Jego powrót szybko staje się sensacją z powodu dramatycznego wydarzenia, które poprzedziło jego wyjazd. Pragnie on rozwiązać tajemnicę morderstwa swojej matki. Wciąż powracają jednak do niego widma przeszłości. Niewyjaśnione zdarzenia, okoliczności, tajemnice. W dodatku ciągle nie zapomniał o swojej wielkiej miłości, o którą będzie musiał zawalczyć.

Szczerze mówiąc trudno ocenić mi jednoznacznie ten serial. Nie potrawię szybko stwierdzić, czy był zły albo dobry. Miał on swój urok, czar, który sprawiał, że co środę siadałam przed telewizorem, lecz również wady,na które nie mogłam przymknąć oka.

Przede wszystkim jak wspominałam już wyżej, jestem zachwycona ideą polskiego serialu historycznego na taką skalę. Oczywiście wiele jest polskich serii ( choćby "Bodo"czy "Czas honoru", które bardzo dobrze wspominam), lecz mało jest, które mogłoby mierzyć się z zagranicznymi, wielkimi produkcjami,które mają swoich oddanych fanów na całym świecie. Dlatego bardzo byłam zadowolona powstaniem takiego serialu, który mógł stać się skromnym, lecz niezbędnym krokiem w tą stronę.

Niestety, nie było tak pięknie. Zamysł, wizja były naprawdę wspaniałe, lecz  realizacja..
Nie podobało mi sie bardzo, jak rozplanowana była akcja. Mogę wybaczyć to w przypadku pojedynczych odcinków, bo regułą jest wręcz, że przed samym końcem musi wydarzyć się jak najwięcej i urwać w najbardziej eksytującym momencie. W przypadku głównej intrygii serialu brakowało mi dobrego budowania  napięcia, powolnego odsłania kart ( czego idealnym przykładem w polskim wydaniu może być "Belfer") a w tym przypadku prawie wszystko rozegrało się w ostatnich trzech odcinkach.

Denerwowała mnie również ścieżka dźwiękowa. Osobiście uważam, że jeżeli akcja dzieje się w przeszłości,jest wielka troska, aby oddać wszystko jak najdokładniej, to muzyka powinna być z tamtych lat albo charakteryzowana na nią.W tym przypadku mnie ona bardzo irytowała, nie pasowała mi i sprawiała bardzo nieatrakcyjne wrażenie.

Bardzo podobała mi się za to staranność, z jaką wykonano tą produkcję. Dbałość o najmniejsze szczegóły.
Uważnie odtworzone wnętrza, ulice, stroje. Na wielki plus zaliczam również ukazanie różnic w grupach społecznych. Akcja nie toczy się tylko wśród zamożnych, ale również wokół biedniejszych. Możemy przyjrzeć się, jak bardzo różniły się ich losy, ubrania, domy a czasami również zachowania. Takich kontrastów najbardziej poszukuję w filmach i serialach.

Bardzo przypadły mi również sylwetki bohaterek. Wprawdzie główną postacią jest Jan, lecz na rozwój wypadków duży wpływ mają trzy całkowicie różne kobiety ; Konstancja, Misia,Weronika.
Jedna jest dojrzałą, zamożną i szanowaną kobietą. Druga upartą prostytutką. Weronika za to wykształconą, niezwykle inteligentną, niezależną kobietą. Dzięki nim serial oglądało mi się naprawdę dobrze i z zainteresowaniem.

Tak oto według mnie rysują się zalety oraz wady głośnego,polskiego serialu  "Belle  Epoque".
Niestety końcówka, która chyba miała zachwycić i szokować, być może zaintrygować, mnie całkowicie rozczarowała, doszczętnie zniszczyła dobrą opinię o tym tytule. Moim zdaniem wyszło bardzo sztucznie, na siłę i nieciekawie.  Być może są osoby, którym przypadło to do gustu, ja jednak się do nich nie zaliczam.. 

Czy polecam ten serial? Z pewnością warto obejrzeć go dla strojów, scenografii i samego pomysłu, jednak nie warto nastawiać się na wielki zachwyt, gdyż bardzo boleśnie się rozczarujemy.Sądze,że nie będzie to wielka strata czasu a warto mieć własne zdanie i spędzić chwilę przyglądając się losom bohaterów na tle pięknej epoki.

sobota, 19 listopada 2016

"Imperium Osmańskie we władzy kobiety. Dzieje Anastazji-Kósem"



Wszystko co inne, odmienne od naszej kultury, egzotyczne budzi w nas fascynację. Pragniemy to poznać, przyjrzeć się temu z bliska a najlepiej jeszcze spróbować. Emocje te są spotęgowane i tym silniejsze, gdy jest to skryte, tajemnicze i zakazane. Takie właśnie były haremy. Miejsca, do których wstępu nie miał żaden mężczyzna z wyjątkiem sułtana i enuchów od dawna ciekawiły europejskich podróżników. Piękne kobiety skryte przed wzrokiem wszystkich, toczące bez skrupułów walkę o władzę i serce władcy od zawsze i wciąż budzą wielkie emocje. Dowodem ich ciągłej popularności mimo upływu tak wielu lat od  może być jakże wielki sukces serialu "Wspaniałe stulecie" nie tylko w Turcji, ale i w Polsce.

Kocham wszystko co opowiada o dalekich, różnicąch się kulturach. Historia a zwłaszcza losy kobiet również, toteż ledwo dostrzegłam "Imperium Osmańskie we władzy kobiet", wiedziałam, że muszę je zdobyć i jak najszybciej przeczytać.

Na początku muszę zaznaczyć, że nie jest to trudna, pełna dat i nazwisk typowa książka historyczna.
Jest ona łatwa, przyjemna i ciekawa w czytaniu co wcale nie oznacza braku jej fachowości i dokładnej znajomości tematu  oraz bogatości w interesujące szczegóły. Moim zdaniem jest to połączenie doskonałe.
W dodatku zamieszczonych jest wiele ilustracji z różnych okresów historycznych co tym bardziej robi z niej konieczną lekturę dla wszystkich pasjonatów serialu "Wspaniałe stulecie", podróży bądź innych kultur.

Czytając tę książkę trudno nie przenieść się do jej świata. Pełna zmysłowych opisów strojów, wnętrz, dbania o urodę, posiłków. Wnikliwie poznajemy otoczenie kobiet straconych dla zewnętrznego świata, ale również przyglądamy się ich intrygom, gdzie posiadanie jakichkolwiek zahamowań oznaczało przegraną, wypadnięcie z gry a nawet i śmierć.

"Imperium Osmańskie we władzy kobiet" nie jest trudną lekturą jak napotknęłam nieco wyżej, ale nie oznacza to luźnej opowieści o kobietach z haremu. Za jej przyczyną możemy poznać dość dobrze histrorię owego Imperium, ważnych dla krajów urzędów, zasad w nim obowiązujących. Szczerze mówiąc choć pozornie książka powinna być głównie o kobietach bardzo ważną rolę odgrywają w niej mężczyźni a wiele stron a nawet rozdziałów jest poświęconych właśnie im.

Życie sułtanów nie należało do najłatwiejszego. Prawo dziedziczenia władzy w tym kraju ze stolicą na dwóch kontynentach było bardzo odmienne od znanego nam europejskiego. Walka o władzę między licznym rodzeństwem należała do okrutnych a los przegranych był nie najłaskawszy. Dzieciństwo w ciągłym strachu nie raz odbijało się na ich psychice. Najbardziej rujnująca dla niej okazała się jednak tajemnicza Złota Klatka...

Jestem szczerze zachwycona tą książką. Turcja jest moim zdaniem jednym z ciekawszych krajów zwłaszcza ze swoją bogatą historią. Ocena moja nie może być inna niż 5/5.

piątek, 15 lipca 2016

"Opowieść Panny młodej 1"



Od dłuższego czasu chodziła za mną ta manga. Wydana w większym formacie, twardej okładce. Tematyka też bardzo orginalna. Akcja osadzona jest bowiem w pobliżu Morza Kaspijskiego, XIX wieku.
Zaciekawiło mnie to, zwłaszcza jak orginalne jest to na temat mangi. Główną bohaterką jest młoda dziewczyna, wydana świeżo za mąż, dzięki której poznajemy  tradycje, styl życia i losy kobiet w tamtejszej społeczności. Pokładałam duże nadzieje w tym tomie i bardzo bałam się, żeby się nie zawieść ..

Amira nie jest już młodą dziewczyną. Ma 20 lat i jak na ówczesne standardy jest to bardzo późny wiek na zamążpójście. Jej małżonkiem okazuje się 12 letni Karluk. Jest to bardzo nietypowy związek, w który wielu powątpiewa. My tymczasem przyglądamy się jak nowa kobieta odnajduje swoje miejsce w rodzinie męża, zawiązuje nowe relacje. Pochodzi z innego plemienia, którego zwyczajami nie raz zadziwia innych. Głównym wątkiem jest jednak jak małżonkowie powoli poznają się wzajemnie i przekonują do siebie.

Przeczytałam już trochę mang, ale szczerze mogę przyznać, że ta jest najpiękniejszą jaką dotychczas miałam w rękach ! Kreska po prosty błyskawicznie porywa w XIX wiek w Azji Środkowej.
Pięknie narysowane stroje, tła, szczegóły, anatomia. Wszystko dopracowane na najwyższy, zachwycający poziom. Istna uczta dla oczu ! Amira zaś jest naprawdę ciekawą postacią. Charakteryzuje ją odwaga, samodzielność, wrażliwość a  jej  losy od początku nas ciekawią.

Fabuła nie obfituje w różne, dramatyczne zwroty akcji. Poszukujący ich, nie zachwycą się tym tytułem.
Jego zaletą jest właśnie  nieśpiesznie tocząca się historia, przenosząca nas w dawne czasy. Przyglądamy się  codzienności bohaterów,ich  prozaicznym czynnością takim jak gotowanie, polowanie. Nie brakuje w niej jednak romantycznych, pięknych momentów. Zachwycona jestem jak autorka zapoznaje nas z tak odmienną kulturą, dbając o różne szczegóły np. różnice między poszczególnymi plemionami.

Na uwagę zasługuje też bardzo staranne wydanie. Twarda okładka, większy formant, nawet strony są moim zdaniem lepszego rodzaju. Podoba mi się również okładka, która to zwróciła właśnie moją uwagę na ten tytuł. Pod koniec mamy też krótką notkę od autorki. O ile w większości tytułów jest ona nudna i niepotrzenma i ją pomijam, tu zatrzymałam się na dłużej. Jest naprawdę ciekawa! Opowiada o fascynacji Kaoru Mori Azją Środkową i dostarcza kilku ciekawostek odnośnie tego rejonu i historii opowiadanej w tej seri.

Jestem naprawdę zachwycona tym tomem i oceniam go 5/5 ! Naprawdę polecam nie tylko pasjonatom mang, bo jest to dość nietypowy tytuł i jestem pewna, że wielu osobom przypadnie on do gustu.

wtorek, 31 maja 2016

"Bodo" - serial



Któż z nas nie kocha seriali? Każdy z nas jakiś kiedy kolwiek oglądał a jeden ( albo kilkanaście) jest jego ulubionym. Sama poza moją  najukochańszą "Grą o tron" uwielbiam historyczne i biograficzne. Ostatnio na ekrany naszych telewizorów wszedł nowy w dodatku polski "Bodo". W księgarniach zaroiło się od biografii aktora zaś w większości gazet starano się przybliżyć jego pogmatwany, ale jakże ciekawy życiorys  idealny na podstawę scenariusza.

Eugeniusz Bodo a właściwie Bogdan Eugène Junod był wielką gwiazdą dwudziestolecia międzywojennego.
Jego piosenki mimo upływu czasu wciąż są znane choćby "Umówiłem się z nią na dziewiątą", kołysanka "Ach, śpij, kochanie " czy też "Już taki jestem zimny drań". Zagrał w wielu filmach zaś w latach 30 był na szczycie sławy, którą za wcześnie i nieszczęśliwie przerwał wybuch II wojny światowej. Końcówka jego życia owiana jest tajemnicą  do dziś nie wiemy , gdzie znajduje się jego grób. Zabawny, przystojny, pełen uroku. Kochało się w nim wiele kobiet i dziewcząt. Początek kariery miał niezwykle trudny wogóle nie zapowiadający późniejszego sukcesu. Życie Bodo pełne jest zagadek, nie domówień mimo iż wydaje się być na pierwszy rzut oka niezwykle piękne.

Na początku podchodziłam do tego serialu bardzo nie ufnie. Było o nim dosyć głośno, ale bałam się, że będzie kolejnym zwykłym serialem biograficznym w dodatku dość słabo nakręconym. Na szczęście nie zawiodłam się! Wystarczył 1 odcinek, bym polubiłam głównego bohatera i zaczęła przejmować się jego losami. Jest jednym z naprawdę dobrze nakręconych polskich seriali. Posiada swój niepowtarzalny urok i w ciekawy sposób opowiada losy Bodo.



Kolejną zaletą tej produkcji jest sposób w jaki została nakręcona. Podobały mi się krótkie "przerywniki" z wojennych losów bohatera mimo, że nie należały do najweselszych. W serialu było miejsce zarówno na szczery śmiech jak i smutne momenty co jest naprawdę dla mnie ważne. Najmocniejszą zaletą poza ciekawym ukazaniem Bodo są różne wstawki jego piosenek i filmów. Podoba mi się ten pomysł, gdyż mogliśmy w ten sposób zapoznać się nie tylko z jego biografią, ale i dorobkiem artystycznym tego wielkiego aktora i piosenkarza. Zwolennicy wątków miłosnych też nie będą mieli miejsca na pretensje, gdyż życie głównego bohatera obfitowało w różne romanse i skandale.



Na uwagę zasługują też z pewnością postacie drugoplanowe. Najważniejszą z nich na pewno  jest jego mama, z którą był niezmiernie mocno związany. Jego pseudonim pochodzi właśnie od pierwszych sylab jego i jej imienia. Jego pierwsza wielka miłość Ada jak i najlepszy przyjaciel Moryc. W tle pojawiają się również inne wielkie gwiazdy desek kabaretów  jak i ekranów wspomnę  choćby  o Zuli  Pogorzelskiej. Jedynie drobne zastrzeżenie miałabym do samej końcówki ostatniego odcinka, która była dla mnie trochę zbyt sztuczna. Lepiej było ukazać sam moment odejścia, ale  jest to moja osobista opinia.

Polecam ten serial szczerze, naprawdę warto się z nim zapoznać i poznać bliżej  losy naszego ciekawego aktora w dodatku  mile spędzić z nim czas.

niedziela, 22 listopada 2015

"Tamar,rodowód łaski"



Biblia, to książka, której motywy możemy ciągle obserwować w współczesnym świecie. Przez wieki inspiracja dla artystów. Kaplica Sekstyńska, Pieta, Ostatnia Wieczerza, Ołtarz Wita Stwosza i wiele innych.
Książek też mnóstwo na niej jest opartych. Komentarze, opracowania, lektury o dla dzieci, młodzieży, osób konsekrowanych czy też w podeszłym wieku. Powieści na niej wzrastających też sporo można by zliczyć, lecz  "Tamar" jest moim zdaniem szczególna i z przyjemnością podzielę się moją opinią o niej.

Życie Tamar nie było pasmem szczęśla, lecz stal jak hartuje się w ogniu, tak i ona wydana miejąc 14 lat za gwałtownego i brutalnego młodzieńca musi podporządkować się prawą w jej nowym domu. Odpoczątku jej relacje z teściową nie idą tak jak powinny. Wiele jej marzeń i planów los obróci w pył. Nadzieja jednak umiera ostatnia choć nikt nie chce jej pomóc. Czuje jednak nieustanną opiekę Boga, który jest dla niej tajemniczy i nie do poznania....

Książkę czyta się wspaniale. Ja sama przeczytałam ją w jeden dzień ( tak wygląda typowy mol, po zmniejszonym czasie na czytanie). Historię głównej bohaterki mniej więcej kojarzyłam, lecz warsztat pisarski autorki jest genialny i trudno mu nie dać się uwieść. Życie Tamar tak pełne przeróżnych emocji, tak ciężkę iż nie jeden raz w trakcie lektury podziwiałam główną bohaterkę za jej siłę w zwalczaniu przeciwności, za naiwną momentami a przecież tak głeboką nadzieję w poprawę losu i to iż ktoś z niebios jednak nad nią czuwa.

Miłość i cierpienie niesutannie się przewijają w trakcie lektury. Tańczą swój niedostrzegalny taniec, którego finał będzie sprawdzeniem ludzkich uczuć  bohaterów. Tak naprawdę do końca nie jeteśmy pewni jak kogo ocenić. Jak w życiu realnym, nie ma ludzi bez wad, wątpliwości. Często oceniamy zanim poznamy przez co często ich i siebie krzywdzimy.

Naprawdę podziwiam autorkę iż potrafiłą tak pięknie i realnie opisać losy Tamar. Uczyinć ją tak bliską nam wszystkim. Z pewnością sięgnę po dalsze części cyklu opowiadającego o losach kobiet, które były przodkami Jezusa Chrystusa. Jest to część pierwsza a tak dobrze się prezentuje iż już nie mogę doczekać się dalszych !

Lekturę tę oceniam 4.5/5

czwartek, 16 lipca 2015

"Niewidzialna korona"


Wobec niektórych autorów mam duże zaufanie. Ich książki zawsze podbijają moje serce i na długo zapadają w pamięć. Elżbieta Cherezińska już od kilku lat do nich należy i ma specjalne przywileje. Jej poprzednia książka o rozbiciu dzielnicowym długo już po przeczytaniu ostatniej kartki powracała w moich myślach. Sięgając po drugi tom ciekawa byłam jakie będę miała odczucia względem niego.

Śmierć Przemysła II zmieniła wiele w kraju. Nadzieje o zjednoczeniu królestwa stają pod zapytaniem.
Henryk Głogowski  upomina się o tron, który według niego powinien mu przypaść. Brandenburczycy atakują zachodnie ziemie a Wacław II również spogląda w stronę Polski. Przed tymi zagrożeniami zostaje postawiony wybrany mimo różnych protestów, Władysław. Poza tym przyjrzymy się losom młodej Rikissy, które również będą pełne trudności i przeciwieństw losu. Walką o tron przygląda się arcybiskup Gnieźński Jakub Świnka, który stara się służyć królestwu modlitwą, radami i nie raz interwencjami wśród książąt i królów.

Nie zawiodłam się na mojej ulubionej autorce, wręcz przeciwnie ! Pierwszy tom bleknie w porównaniu z drugim. Każdy bohater wyraźnie opisany, nie szblonowy. Pełne żalu po ukochanym Jemioła i królowa Małgorzata. Sprytny o niewzruszonym sercu biskup Muskata i jego przeciwieństwo arcybiskup Jakub Świnka. To tylko kilka przykładów a wymieniać, by można naprawdę długo .Postacie różnią się  od siebie, mieją swoje plany, ambicje, żale i pragnienia zemsty. Przedstawione różne grupy ludzi jak matki Starej Krwi, bracia krzyżacy.

O tym, że autorka ma świetny styl opowiadania o dawnych czasach tak, że czytelnikowi wydaje się, że osobiście zna bohaterów a zdarzenia dotyczą jego. Księga  ta spewnością przypadnie do gustu wszystkim, którzy lubią lektury z wątkiem historycznym. Również tym, którzy mają ochotę na książkę z dobrą fabułą, w której szybko można zatracić poczucie czasu.

Wciągająca fabuła, ciekawi bohaterowie, ale i lekki, czasami poetycki, bardzo obrazowy styl pisania autorki.
Mimo, że przez całą lekturę mamy do czynienia z dużą dawką historii tym bardziej, że jak wspomniałam rozbicie dzielnicowe jest bardzo zagmatwanym i ciężkim tematem, to czyta się ją szybko i z  niezwykłą przyjemnością.  A tytuł ten z pewnością zaliczę do ulubionych.

Gorąco polecam i oceniam 5/5.

wtorek, 7 lipca 2015

"Wpływowe kobiety drugiej Rzeczypospolitej"



Kocham historię pod każdą postacią. Filmy o dawnych czasach, zapomniane piosenki, zdjęcia jak dawniej się ubierało a przede wszystkim książki ! Dwudziestolecie międzywojenne było pięknym okresem w naszej historii. Ojczyzna po wielu latach zaborów znów istnieje jako niezależne państwo. Polska kultura kwitła, powstawały piękne książki, wiersze. W sytuacjia kobiet też zaszły zmiany. Zaczęły odgrywać większą rolę w społeczeństwie a niektóre nie lękały się łamać niepisanych zasad i żyć po swojemu.

Autor nie skupia się na głównej dziedzinie choć najwięcej  jest pisarek. Jest też Jadwiga Beck, która choć głównie znana  jako żona Józefa Becka swoim niezwykłym uporem i pasją dopomogła ( jęśli nawet nie sprawiła), że jej mąż doszedł tak daleko. Orginalna i pełna nieszablonowych pomysłów Katarzyna Kobro, którą polityczne zawirowania późniejszych lat niejeden raz potraktowały brutalnie.

O historii można pisać ciekawie i pasjonująco, ale nie każdy to potrafi. Sławomira Kopera po tej lekturze mogę zaliczać do mistrzów tej sztuki. Widać, że pisze o tym co go szczerze interesuje a swą pasją stara się zarazić każdego swojego czytelnika. Czyta się jak powieść a nawet lepiej, bo to wszystko zdarzyło się naprawdę. Życie opisanych kobiet było trudne, często usiane przeciwnościami, ale i pięknymi chwilami, których wspomnienie musioło dodawać im siły.

Uwielbiam czytać biografie, zwłaszcza osób o silnym charekterze zahartowanym w licznych trudnych chwilach. O utalentowanych i żyjących na swój sposób.  W tej książce mam tego pod dostatkiem.
Każda bohaterka rozdziału jest na swój sposób godna podziwu. W przestrzeni publicznej zaczęły zachodzić zmiany, ale wciąż pełno było od stereotypów a życie według swoich zasad zawsze kosztuje i nie raz trzeba walczyć o swoje marzenia.

Czytając biografie tych kobiet nie da się nie czuć sympati do jednych a wobec drugich lekkiej irytacji.
Nie ma ludzi idealnych i każdy ma jakieś wady. Dlatego odczucia czytelników będą różne w stosunku do wyboru bohaterek, bo nie wszystkie da się polubić. Nie wszystkie się lubiły, niektóre wręcz nie kryły swoich uprzedzeń do danej osoby.

Książkę oceniam 4.5/5 i szczerze polecam !

piątek, 22 maja 2015

"Zanim przyszli Hiszpanie"



Czasami lubię poczytać książkę, która dzieje się w miejscu, które ledwo znam. Meksyk jest takim właśnie . Marzę, by je odwiedzić, zaś obecnie chciałabym poznać je jak najlepiej. Z tego powodu, kiedy byłam w bibliotece i mój wzrok wypatrzył tą książkę , wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Nie spodziewałam się jednak, że jej lektura będzie nie małym wyczynem. Z jednej strony dużo rzeczy się z niej  dowiedziałam, zaś z drugiej strony czytało mi się ją mozolnie, nie raz będąc zmuszoną, by powrócić do wcześniejszczego rozdziału, by zrozumieć co autor ma na myśli.

Historia Meksyku nie jest zbyt popularna w Polsce. W programie szkoły podstawowej jest jej jak na lekarstwo. W czasie czytania tej książki odnosi się wrażenie, że jest równie bogata i zawiła ( jeśli nawet nie bardziej) jak Europy. Legendy często splatają się z faktami, tworząc niezwykle barwną mozaikę, której rozwój przerwało nagłe przybycie Hiszpanów.

Autor stara się jak najdokładniej przedstawić nam losy tej krainy. Czasami miałam jednak wrażenie, że zwraca uwagę już zbyt małym szczegółom, przez co czytelnik ma niemały mętlik w głowie. Słowniczek  ma moim zdaniem żadne zastosowanie, bo za każdym razem jak z niego chciałam skorzystać to danego terminu nie było. Różnych nazw, które w obcym języku trudno jest zapamiętać jest wiele. Polecam robić luźne notatki, bo bez nich jest naprawdę trudno i ja sama nie raz gubiłam się i musiam cofać sie o kilkanaście rozdziałów do tyłu, by cokolwiek zrozumieć mimo, że czytałam bardzo uważnie.

Są jednak fragmenty ciekawe, które czyta się jak opoweść. Legendy niektóre niezwykle wciągają, a że toczą się niezwykle długo, toteż trochę da się odpoczać przy tej książce. W reszcie przypadków musimy się skupić i starać zapamiętać wszystkie nazwy własne. Pod koniec czytało mi się dużo lżej i zaczynałam naprawdę ciekawić wszystkich  tych szczgólików, jednak ostatecznie byłam niezwykle zmęczona po lekturze tej książki.

Wszyscy, którzy ciekawią się historią Tolteków, Azteków powinni po nią siegnąć. Jeśli jednak chce się przyjemnej lektury  przy okazji której można się dowiedzieć o histori danego kraju, to zdecydowanie odradzam.  Książkę oceniam 3.5/5

niedziela, 12 kwietnia 2015

"Pani na Czachticach"



Ile razy obija nam się o uszy powiedzenie : "Nie oceniaj książki po okładce" ? Ja nie raz je słyszę, ale w praktyce jak to w życiu, rożnie bywa. Często jest tak, że w ręce wpada mi lektura o nieciekawej lub  przeciętnej  okładce, a pod koniec czytania jestem oczarowana. Nie przypominam sobie, by było na odwrót, ciekawa okładka a treść....... W "Pani na Chachticach" oczarowała mnie od pierwszego wejrzenia swą wizualną stroną.  
Treść z tyłu zapowiadała wspaniale spędzony czas. W praktyce mam mieszane uczucia, wręcz wydaje mi się, jakbym czytała całkiem różne książki, tak wielką mam rozterkę w stosunku do niej.


Elżbieta Batory w histori zapisała się  jako "krwawa grafka". Za jej życia każdy z poddanych bał się o siebie i najbliższych, zwłaszcza dziewczęta. Pani uwielbiała znęcać się nad pannami, które wcześniej siłą zmuszała, by służyły jej na zamku. Najkrwawszy czas nastał, gdy uwierzyła ona w opowieść, że kąpiele w krwi dziewic zapewniają wieczną młodość i piękność.

Książka zaczyna się cichym, nie zapowiedzianym, trzymanym w tajemnicy przyjeździe młodego mężczyzny Jana Kaliny do Chachtich. Zatrzymuje się on u pastora również  Jana,  Ponicenusa. Młodzieniec przyjechał  , nękany obawami o losy swej rodziny.
Zastaje go smutna wieść, że jego siostra zaginęła w nieznanych okolicznościach. Domyśla się, że zapewnie musi stać za tym grafka i postanawia nie spocząć aż odnajdzie lub pomści siostrę.

Myślałam, że książka ta mnie co najmiej mnie  zadowoli, wogóle nie spodziewałam się, że mogę się rozczarować.
Tak jednak się stało. Na początku nie przejmowałam się tym, że akcja jest nudna, musi się przecież rozkrcęić. Po setnej stronie zaczęłam się niecierpliwić, po 200 zastanawiałam się poważnie czy nie zaniechać dalszego czytania.
Byłam ciekawa jednak losów Elżbiety Batory mimo, że autor opowiadał je w taki sposób, że nie raz odliczałam ile stron zostało mi do końca rozdziału, a robię to przy naprawdę  nudnych lekturach.

Akcja zaczyna się  trochę  poprawiać, kiedy poznajemy grafa Nyarego. Jego przebiegłość i kombinacje nie jeden raz całkowiecie odmieniają akcję, co dostarcza czytającemu choć trochę emocji. Jednak ostatne kilka  strony całkowicie mnie rozczarowało  i utwierdziło w przekonaniu, że był to niestety stracony czas, tym bardziej, że książka ma 620 stron !

Największą wadą jest moim zdaniem to, że czytając książkę wyraźnie widać, których bohaterów autor lubi. Przekłada się to tak , że nie dzieje im się nic złego i z każdych kłopotów wychodzą cało. Z początku nie przejmowałam się tym bardzo, myśląc, że może jest to celowy zamysł. Później wogóle  nie czułam żadnych emocji, bo pewne było, że im się nic nie stanie, choćby byli w największych tarapatach. Za to właśnie  uwielbiam Georga R. R. Martina, że  w przeciwieństwie do autora tej książki , nie wiadomo co wymyśli. a uśmiercanie głównych bohaterów nie sprawia mu żadnych problemów.

Książkę tę oceniam 2.5/5 i nie polecam.

P.S.  Jutro (13 marca) o godzinie 21.30 na hbo będzie "Gra o tron 5 - dzień na planie produkcji " zaś pół godziny później pierwszy odcinek piątego sezonu ! Dla osób, którym potrzeba mniej snu o 3 w nocy dzisiaj jest premiara tego odcinku. Ja obejrzę go jutro i już nie mogę się doczekać ! A wy ?

niedziela, 29 marca 2015

"Perska księżniczka"



Każdy ma jakąś pasję. Coś czemu poświęca się całym sercem i mógłby cały swój czas przeznaczyć na to.
Moje dwie największe to czytanie oraz podróże. O jednej i drugiej mogłabym rozmawiać godzinami.
Lubię oczywiście więcej rzeczy, ale to powyżej wymienione królują w mym sercu. Uwielbiam je łączyć, więc kiedy znajduje się taka możliwość, chętnie z niej korzystam. Książki podróżnicze lub te, których akcja dzieje się w egzotycznym i orginalnym miejscu, są właśnie taką sposobnością. Niedawno o Iranie czytałam w moich ulubionych czasopismach, dlatego ta książka od razu przykuła moją uwagę.

Barbara pochodzi z małej, konserwatywnej miejscowości. Jest jednak odmienna od reszty miejscowoch i od początku budzi kontrowersje. Na studiach zakochuje się od pierwszego wejrzenia w Bahramie, bogatym Irańczyku. Po dość krótkim namyśle zgadza się wyjść za niego i zamieszkać w jego Ojczyźnie. Ignoruje zachowania, które już od lotniska powinny wzbudzić jej uwagę, ona jednak wierzy  w miłość. Odtąd będzie  zmierzać się z różnicami kulturowymi i nieskrywaną, powszechną nienawiścią do wszystkiego  co związane z Ameryką.

Rzadko kiedy spotykamy kogoś lub coś idealnego. Ta książka ma i zalety i wady. Moje zdanie o niej jest  mieszane, bo trudno mi się zdecydować. Nie powinno się zbyt surowo oceniać, jednak w przypadku lektur robię odstępstwo od reguł. Pozycja ta miała bardzo duże szanse na bycie perełką, nie wszystkie jednak wykorzystała. Ciekawe miejsce, o którym więcej wiemy ze stereotypów niż z rzetelnej wiedzy. Fabuła oparta na prawdziwej historii. Bohaterka, która od razu zaskarbiła sobie moją sympatię, ale....

Wątek miłostek Barbary potraktowany został bardzo pobieżnie. Za szybko go zaczęto i skończono, kiedy naprawdę można było z niego zrobić główną zaletę ksiażki. W dodatku opowiedziany został bez żadnych uczuć, co tylko pogorszyło moje odczucia. Również pod sam koniec lektury miłość została zepchnięta na margines w przypadku córek głównej bohaterki a o tym jak się ustatkowały dowiadujemy się z Epilogu i to w dwóch, trzech zdaniach w dodatku tak niejasno, że praktycznie nie wiemy nic.

Uczucia są dla mnie najważniejsze w książce, którą czytam. Jest jednak coć co cenię  równie wysoko  jeśli nawet nie bardziej. Hisoria i kultura miejsca, w którym dzieje się akcja. Na to nie mogę narzekać. Główną osią jest właśnie ona. O władzy Rezego Pachlawiego i rewolucji  islamskiej dowiadujemy się dużo, w dodatku zostawiają one głębokie ślady w życiu bohaterów.

Książkę oceniam na 4/5, bo dużo dowiedziałam się o histori Iranu, ale nie wykorzystała ona całego potencjału, który w niej tkwił i to bardzo raziło mnie po oczach.

wtorek, 24 marca 2015

Przegląd filmów


Od dawna zabieram się za ten post, lecz zawsze coś mi nie pasuje, nie mam czasu, może by o czymś innym napisać itp. Dzisiaj chce uporządkować listę niedawno obejrzanych filmów i podzielić się swoimi odczuciami względem nich.

1."Bogowie"


Kto o nim nie słyszał? Czasami jest tak, że rozleklamowana rzecz nie jest warta zachodu, tu jest jednak na odwrót. Film naprawdę zasługuje na rozgłos. Momentami się śmiałam, później smuciłam, poważniałam a w międzyczasie co chwila chyliłam głowę przed uporem Zbigniewa Religi  w dążeniu do założonego celu.

2. "Trzy metry nad niebem"


Miło mi się go oglądało, ale nie jest wybitny. Opowiada  o miłości dwóch osób z całkiem różnych środowisk. On buntownik na bakier  z prawem, ona dziewczyna z dobrej rodziny, nienagannie się
zachowująca i ucząca w prywatnej szkole. Ciekawa historia, choć nic w niej odkrywczego.

3. "Sierpień w hrabstwie Osage"


Przejmujący i chwytający za serce przy czym w dodatku nie byłam w stanie powstrzymać śmiechu podczas oglądania go. Idealna mieszanka, z której musiał wyjść ciekawy,pomysłowy i zapadający w pamięć film.

4. "Agora"


Świetnie opowiedziane losy aleksandryjskiej uczonej Hypati. W tle mamy miłość i ścierające się światy.
Chrześcijaństwo rośnie w siłę, przywódcy religijni nieprzyjaznym okiem patrzą na uczonych i ich naukę.
Ciekawa bohateraka, lecz co dla mnie najważniejsze, pokazuje, że matematyka może być pasjonująca.

5. "Dom latających sztyletów"


Film ten mi się nie podobał. Fabuła wogóle nie przypadła mi do gustu. Za mało jest tu opowiadziane o tytułowym Domie Latających Sztyletów zaś za dużo miłości i to w dodatku bardzo męczącej widza swoimi perypetiami.Podobają mi się za to ujęcia i wspaniałe kolory.

6." Długa droga do wolności"



O determinacji i poświęceniu. O walce z niesprawiedliwością, cierpieniu, lojalności swoim ideałom. Życie Nelsona Mandeli jest niezwykle inspiryjące a  on może uchodzić za autorytet   W dodatku wątek z jego żoną, który niezmiernie mnie zaciekawił.

wtorek, 17 marca 2015

"Miłość i strach. Dzieje uczuć kobiet i mężczyzn. Chrześcijański feudalizm i islamskie haremy."


Uwielbiam książki o histori. Zdążyłam się już spotkać z różnymi,  bardzo cenię sobie zaś te autorstwa Jerzego Besala z cyklu "Miłość i strach".  Losy świata opowiadane z punktu widzenia uczuć, ich okazywania lub jakże często represjonowania. Stosunek mężczyzn do kobiet oraz ich prawa są szczegółowo opisane. Zakazy, nakazy i próby ich obejścia. W dodatku ten tom opowiada o średniowieczu, mojej ukochanej epoce, o której mogę czytać, rozmawiać, oglądać i wciąż mi mało.

W średniowieczu religie zajmowały bardzo istotne miejsce w społeczeństwie i życiu osobistym. Wokół nich obracał się ówczesny świat. Chrześcijaństwo i slam tworzyły historię i porządek społeczny. Role w rodzinie i w świecie polityki oraz władzy wydawały się być niepodważalne a ich zmiany niemożliwe. Lecz  życie pisze zaskakujące scenariusze a nic nie może równać się z ludzką pomysłowością. Kobiety miały być posłuszne, pokorne a najlepiej zostawać w domach i nie mieszać się w " ważne sprawy".Jednak na stronicach histori spotykamy  je też jako dumne i odważne władczynie, obiekty wetchnień i adresatki misternych  wierszy.

Wspaniały według mnie okres w histori, pasjonująco opisany i ciekawy  punkt widzenia. Cóż, więcej chcieć do czytelniczego zachwytu? W dodatku opisane "dwa światy", chrześcijański i islamski. Czy jednak aż tak różne? Obydwa opisane są dokładnie i z wielką znajomością tematu. Mnie najbardziej spodobała się cześć druga o Imperium Osmańskim. Po raz pierwszym spotkałam się też z zagadniem, które od dłuższego już czasu mnie zastanawiało czyli "Miłość w tureckich wsiach i miastach".

Interesujące są przemiany jakie następywały. Różne poglądy, które z sobą się zcierały w czasie tworzenia się praktycznej strony religi. Odmienne nie raz stanowiska, które trzeba było pogodzić, lub jedno z nich  odrzucić. Pierwsze wieki chrześcijaństwa są dla mnie niezwykle pasjonujące wpomnę choćby o agapetkach czy diakonisach.

Któż nie słyszał choć raz o haremach? Wiele krąży o nich legend i baśni. Jak było naprawdę? Autor  szczegółowo opisał jak wyglądało w nich życie. O czym marzyły tam dziewczęta i kim była Valide Sultan niezwykle wpływowa, cieszcząca się niezwykłym szacunkiem.

Moim zdaniem jest najlepszy tom z  tej seri, który dotychczas czytałam i mogę dać mu z czystym sercem 5/5.

sobota, 21 lutego 2015

"Bogowie, groby i uczeni"



Każdy ma jakiś ulubiony przedmiot w szkole. Jego lekcje wydają się jakoś szybciej przemijać niż inne.  Każda słabsza ocena wydaje się być własną, ogromną tragedią mimo, iż taka sama z innych przedmiotów jest satysfakcjonująca. Dla mnie takim przedmiotem jest z pewnością historia, którą uwielbiam.  Lubię uczyć się jak żyli  dawniej ludzie. O sobach, które swoim życiem kształtowały losy świata. Zastanawiać się czy sama podjełabym taką decyzję jak dana postać historyczna. To jest moja pasja, którą chce pogłębiać i stawać się w niej coraz lepsza. Cóż może być lepsze niż czytanie książek traktujących właśnie o tej dziedzinie?

Książka ta opowiada o archeologi. O odkrywaniu korzeni naszego świata. Mnie ( i wszyskim tym pasjonatą, którzy poświęcali temu swoje życia) wydaje się, że bez znajomości naszych korzeni daleko nie dojdziemy. Historia uwielbia się powtarzać. Ludzkość wciąż powiela błędy przodków, nie raz doprowadząc tym do tragedi. Odkrywając przeszłość możemy zobaczyć jak wielki trud wymagało zbudowanie pierwszych cywilizacji, zaczątków świata, w którym żyjemy. Wielu ludzi zostawia wygodne życie i walcząc z przeciwnościami losów, trudnym klimatem odkrywa rzeczy, o których dotychczas tylko śniliśmy. O tych odkrywcach i ich znaleziskach traktuje ta książka. Opowiadając w sposób lekki i przyjemny, co nie znaczy, że pobieżnie i bez znajomości tematu.

Jak wcześniej mówiłam, kocham historię. Jest ona ogromna i każdy może znaleźć wiek, czas, kraj, o którym lubi się uczyć. Również i taki, który idzie mu opornie. Mnie trudnobyło  się uczyć o Starożytności, przede wszystkim z powodu dużych dat i temu, że im są mniejsze tym młodsze. Po lekturze tej mogę jednak stwierdzić, że zmienił się mój punkt widzenia. Storożytne cywilizacje mogą być ciekawe a ich odkrywanie jeszcze bardziej. Przygody związane z wykopaliskami są napewno szczegółami, które dodają tej książce niepowtarzalnego charakteru i łatwości w czytaniu.

Książka ta podzielona jest na pięć ksiąg, każda mówiąca o innej cywilizacji, położonej w innym miejscu na świecie np. księga posągów czy  księga wież. Mnie najbardziej podobała się ta druga. Dotychczas nie zwracałam zbyt wielkiej uwagi Babiloni, tu zaś zaciekawiła mnie i skradła me uczucie.

Autor we wstępie radzi jak czytać tą książkę. By nie zaczynać od pierwszych stron, lecz od od  85. Jest ona słuszna, ale ja chciałam po swojemu i zaczęłam od pierwszej. Umęczyłam się tylko, by przyznać rację autorowi. Czasami warto posłuchać innych...

Lekturze tej daję 5/5, bo dobrze się ją czyta, poucza i zaraża pasją do Starożytności.

piątek, 26 grudnia 2014

"Świat Zofii"



 Czym jest filozofia ? Jak rozwijały się jej różne prądy ?  Czym różni się racjonalizm od empiryzmu ?
Jakie były założennia poszczególnych filozofów ? To tylko nieliczne pytania, na które odnalazłam odpowiedź w tej książce. Lekturze, która pokazuje nam jak bogata i niejednolita jest   historia filozofi. Jak różne tezy z biegiem lat ewulowały, lub zastąpiane były nowymi. Jak jedna myśl pociąga za sobą całą lawinę tj. jest obalana, udawadniana a najczęściej następnie na niej budowana jest inna idea. W różnych epokach inne zagadnienia były omawiane. To wszystko  oraz  lekko zagmatwany lecz wciągający wątek Hildy i jej taty majora ONZ przebywający w Libanie, ale miejącego wielki wplyw na życie głównych bohaterów Zofi i Alberta Knoxa

Zofia wracała do domu po szkole, kiedy znalazła tajemniczą kopertę z pytaniem : "Kim jesteś ? ". Niedługo potem w ręce wpada jej podobna, której zawartość to arkusik papieru, na którym jest napisane :"Skąd wziął się świat ?". Tak zaczyna się jej niepowtarzalna przygoda w głąb dziejów filozofi. O wszystkim opowiada jej  tajemniczy filozof. W dodatku obserwowani są przez nieskromnego majora  Knaga, który ingeruje w ich życie, by sprawić swej córce Hildzie niepowtarzalny prezent urodzinowy. Jednak Knox i Zofia nie chcą być marionetkami w jego rękach, przez co gra robi się coraz bardziej nieprzewidywalna z zakończeniem, którego nie można się spodziewać.

Pozycja ta bardzo mi się podobała, bo w przystępny sposób opowiada o filozofi. Czym jest i jakie były rózne zagadienia. Jest  to jedna z nieliczncznych  książek traktujących o tej dziedzinie  dla młodzieży ( i nie tylko). Napewno nie jest łatwiutką lekturą, którą możemy przeczytać w jedno popołudnie. Wymaga od nas uwagi a niektóre rozdziały czytałam po kilka razy, bo jeśli nie przyswoi się w miarę jednego to z drugim nie damy sobie rady, bo filozofowie kochają odwoływać się do swoich poprzedników. Jednak patrząc obiektywnie zamian za skupienie w czasie czytania dostajemy niepowtarzalną możliwość prześledzenia histori ludzkości i jej poglądów, co jest niezwykle pasjonującym przeżyciem.

Jednak muszę zauważyć, że jeśli autor na początku zgrabnie prowadził historię z majorem i Hildą to pod koniec miałam co najmniej mętlik w głowie. Pomysł, by Zofia i Knox byli bohaterami książki pisanej przez majora nie przemówił do mnie, zaś rozdział "Przyjęcie w ogrodzie", którego nie mogłam się doczekać tylko mnie rozczarował. Moje poszarpane  odczucia względem tej lektury uratował ostatni rozdział o astrologi i kosmosie. Jeśli jednak przymknęłabym na to oko to fabuła jest przyjemna tylko do tych kilku punktów mam zastrzeżenia.

Książce tej daję 4/5, bo choć opowiada ona interesująco o filozofi to jednak pomysł z książką majora nie był zbyt dobry moim zdaniem.

środa, 10 grudnia 2014

"Marina"



Nie oceniaj książki po okładce można, by powiedzieć, ale wszyscy czytelnicy przyznajcie się szczerze, że czasami troszeczkę tak robimy. Postępuje tak i ja czasami... Najczęściej jest , że nie pozorna książeczka potrafi nas zadziwić, wstrząsnąć i rzucić na kolana. Tym razem było jednak całkiem odwrotnie. Zapowiadało sie dobrze, ale cóż... Jeśli jest coś co uwielbiam w recenzowaniu to na pewno to, że pomaga mi się uporać z wrażeniami po lekturze a w tym  przypadku są one skomplikowane.

Bohaterem jest Oscar mieszkający w starym internacie w Barcelonie. Lata osiemdziesiąte z sypiącymi się i przemieniającymi w ruine pałacykami wśród, których mieści się szkoła. Pewnego dnia udając się jak zwykle na samotny spacer postanawia zwiedzić wnętrze pewnego budynku. Wydaje się być on opuszczony, ale w środku słyszczy piękny śpiew i widzi kogoś siedzącego w fotelu. W tym momencie przygląda się akurat zegarku z wygrawerowanym napisem i wybiegając szybko zapomina się  i bierze go z sobą . Kiedy później postanowia go oddać, spotyka Marine dziewczynę niezwykle tajemniczą, która zaprowadza go na zapomniany cmentarz, gdzie widzą kobiete ubraną na czarno, która w ostatnią niedziele miesiąca punktualnie o dziesiątej kładzie czerwnoną róże na jednym nagrobku....

Naprawdę nie wiem co myśleć o tej książce. Z jednej strony nie była całkiem zła, bo przeczytało mi się ją lekko i nie męczyłam się jakoś specjalnie. Z drugiej perspektywy dobry pomysł, mroczny, tajemniczy. Osadzony w intrygującej sceneri znikających pałacyków barcelońskich. Autor jednak w pewnym momencie, moim zdaniem dał się zbyt porwać wyobraźni. Co prawda na początku jego pomysł z zdeformowanymi postaciami, które pragną zabić przyjaciół był trochę straszny i ciekawy i dodawający fabule kropki nad i, to pod koniec sam po prostu wadał mi się jakby zbyt szybko zakończony i zbyt naiwny.

Nie jest to jednak zła książka, bo poza samym końcem jest naprawadę dobrą lekturą z dziwną tajemnicą, której trudno się domyślić. O miłości z góry skazanej na niepowodzenie,  której  dramatyczny ciąg wydarzeń wydaje się być sądzony. Eva Irinova i Michal nieszczęśni kochankowie, którzy nie mogli być razem.  Mężczyzna, który wierzy, że osiągnie nie możliwego i odnalezie antydotum na wszelkie choroby i kalectwa. Naznaczony od dzieciństwa i wierny swemu przeznaczeniu do końca....

Po za tym tytułowa Marina, która szczerze jakiejś tajemnicy związanej z sobą. Samotna, której mama umarła, kiedy była mała. Żyje z tatą, którym się opiekuje i jeździ do szpitali, choć nie chce powiedzieć co mu jest i dlaczego tak często musi z nim wyjeżdżać. Oscar, który zostaje jej przyjacielem nie podejrzewa finału jaki ma się dopiero rozegrać. Nie wie też jak wysoka jest stawka. Walka dobra ze złem, lub raczej ludzi z ......... Nie chcę psuć napięcia, ale historia tych istot jest naprawdę orginalna, choć jakoś wydaje się mieć początek w naszym tak odwiecznym pragnieniu by bawić się naturą i ją pouczać.

Książce tej daję 3/5, bo mam wobec niej tak zagmatwane odczucia, że ta ocena wydaje się je najlepiej tłumaczyć.

sobota, 22 listopada 2014

"Udręka i ekstaza"



Czasami kiedy mam więcej czasu lubię się zastanawiać ile książek jest, które tylko czekają aż je przeczytam.
Ukryte gdzieś wśród innych lektur, na niezliczonych  półkach bibliotek i księgarń. Kryją się i tylko czekają aż ktoś je znajdzie, siądzie nad nimi i da się uwieść ich urokowi. Innym moim ulubionym literackim zabiegiem jest to  kiedy dostaję np. na urodziny książkę, o której nigdy nie słyszałam.
Niczego się nie spodziewam, niczego nie oczekuję,  czekam jak autor po prowadzi fabułę. Tak było i z tą pozycją.  Po prostu byłam ciekawa. Szybko dałam się porwać jej czarowi i już żyłam Florencją, Bolonią, Rzymem. Rzeźbami, kaplicą Sekstynską i kolejnymi papieżami pojawiającymi się tylko po to, by namieszać w życiu bohatera a potem szybko zniknąć z tego świata.

Michała Anioła poznajemy kiedy z swoim przyjacielem Granaccim udaje się do mistrza fresków Ghirlandia, by prosić go o przyjęcie do jego bottegi. Już wtedy możemy zauważyć lekki zarys charakteru chłopca, bo zamiast tradycyjnie, pokornie prosić o przyjęcie i płacić za ten przywilej, wdaje się w dyskusje i proponuje układ by to mistrz płacił adeptowi. Michał, który będzie zawsze zmuszony walczyć z przeciwnościami losu musi przekonać jeszcze ojca Lodovico, który żyje wspomnieniami utraconej świetlności rodu Buonarrotich.
Jak dalej potoczą się jego losy, Michał Anioł nawet się nie spodziewał. Ogród rzeźbiarzy, pałac Medyceuszy, pobyt w Boloni, niespodziewane miłości, Rzym i cały kalejdoskob papieży....

Dawno już jakaś książka nie rzuciła mnie tak na kolana. Nie zawładnęła mną jak ta,  a główny bohater aż tak nie zjednał mnie. W dodatku już dawno miałam ochotę przeczytać coś co będzie działo się w renesansie.
Okresie w historii, o którym mogłabym czytać i czytać, oglądać niezliczone rzesze filmów i jeszcze będzie mi mało. Kiedy sztuka znów rozkwita, powraca się do starożytności. Ludzie znowu zaczynają filozowować.
Powstają tak wspaniałe, nigdy nie zapomniane dzieła jak "Ostatnia wieczerza", "Dawid", "Narodziny wenus".
Wszystko to obserwujemy z perspektywy bohatera. O przyjaźniach wśród artystów, ale i nienawiściach.
O tym jak każde nawet niechciane zamówienie starał się zrobić najlepiej, ale i po swojeu, bo wiedział, że jak raz odpuści nigdy nie będzie w stanie spojrzeć sobie w oczy.

Ta książka wciąga, uzależnia tak mocno, że oderwanie od niej grozi poharataniem narwów. Przenosimy się do czasów Michała Anioła, obserwujemy jak powstawały jego dzieła i jak mężnie musiał znosić niezliczone przykrości i niemiłe niespodzianki losu. Jak nigdy się nie poddawał się. Swoim hartem zjednywał sobie nielicznych przyjaciół i rzesze wrogów  co  sam nie jeden raz musiał słono przepłacić. Samotnik, pasjonat. Wychowany przez mamkę, będącą żoną kamieniarza. Dorastający wśród marmurów.
Jego miłością kamień, dziećmi rzeźby.

Gorąco zachęcam do tej lektury, bo nikt nie nie będzie żałować! Z początku co prawda nastawiałam się z lekka opornie. Grube tomisko po trochu przerażało, ale szybko okazało się, że jest  całkiem odmiennie. Czytałam ją z wypiekami na twarzy, czując dotyk marmuru i nie mogąc ochłonąć po ostatniej kartce.

Daje jej 5/5, bo naprawdę, ale naprawdę zasługuje !

sobota, 8 listopada 2014

"Tajemnica znachorki"



Lubię czytać ambitne książki trudne tak, że nie raz muszę po kilka razy analizować jedno zdanie. Uwielbiam stawiać sobie wysoko poprzeczkę, bo wiem, że dzięki temu poszerzę moją znojomość o literaturze.
Czytam lektury, bo trzeba, bo należy. Czasami jednak na szczęście trafiam na książkę przy, której w końcu odpoczywam. .. Odpoczywam, tylko rano nie potrafię się dobudzić i chodzę jak lunatyk. Pozycja ta na nowo sprawiła, że nie mogłam się oderwać, z nerwami oczekiwałam co się stanie na następnej kartce i znowu zarwałam kilka nocy wierząc, że to dzięki książkom żyję.

Marta jest młodą dziewczyną, którą po śmierci jej rodziców wychowuje stara znachorka. Uczy ją ona wszystkiego co wie i potrafi, wierząc, że jej podopieczna nie dość, że uczy się wzystkiego pilnie ma ponad to dar, który może być jej błogosławieństwem lub przekleństwiem. Kiedy umiera jej opiekunka zostaje wezwana na zamek Wulfharta. Ma sprawić, by jego żona urodziła żywego potomka jeśli nie, utnie jej dłonie i stopy.
Młodziutka znachorka nie może już jej pomóc, jest za późno. Brzemienna rodzi martwe dziecko a Marta ucieka z zamku. Nie ma gdzie iść. Przybrana mama umarła, chałupka spalona. Do innych wiosek iść nie może, bo posądzą ja oczary. Nagle dotaje olśnienie i przyłącza się do osadników idących do Saksoni. Jednak to nie koniec jej kłopotów.

Jestem pod wrażeniem tej książki. Niczego jej nie brakuje. Jest miłość, bowiem Marta wzraca uwagę Chrystina. Rycerza postępującego iście według kodeksu rycerskiego, który  kryje głęboko w sobie tajemnicze, bolesne zdarzenie z przeszłości. Ponad to przybywa na potężny zamek Otta i jego żony Hedwigi, gdzie wylecza ich ciężko chorego syna, przez co zjednuje sobie po równo wrogów jak i przyjaciół. Zostaje też uwikłana w spór między Christianem a Randolfem, który zmierza do tragicznych zdarzeń. Jest to jednak dopiero początek problemów, z którymi przyjdzie się jej zmierzyć. W ich wiosce zostają odkryte złoża złota, co tylko pogorszy sytuacje.

Największym atutem tej lektury są bohaterowie.  Dzielny, honorowy Chrystian i jego giermek Łukasz, którzy nie mogą nie reagować na krzywdy czynione przez Randolfa, który zawsze bierze i robi co chce  o kodeksie wogóle nie pamiętając. Hedwiga inteligentna, odważna żona Ottona, która w czasach kiedy zdanie kobiety się nie liczyło, potrafiła wpływać na decycje męża i brać udział w politece, intrygach. Greta stara chłopka, która nie jeden razy powstrzyma osadników pzed dezyzjami wynikającymi tylko z strachu. I wielu wielu więcej.

Czasami wydaje mi się, że dobre książki nie my znajdujemy, ale one znajdują nas. Tak było i tym razem. Lekturę te miałam już kilka razy oddać do bibloteki, bo na półce leżała już długi czas. Coś jednak mnie natchnęło i sięgnęłam po nią. I nie żałuje ! Napisa lekko, z nagłymi całkiem niespodziewanymi zwrotami akcji. Intrygami, tajemnicami. Nie da się od niej oderwać !!

Pozycji tej daję 4.5 / 5, bo była świetną lekturą, ale nie wywróciła mojego światopoglądu, a ni też nie rzuciła aż tak bardzo na kolana.

niedziela, 19 października 2014

Hiszpania i motywacyjny kop do przodu.



Na początku muszę się usprawiedliwić  za dlugą nieobecność na blogu, ale mam jeden argumen, nie było mnie w Polsce ! Całą piątą klasę robiłam prace z Comeniusa (programu wymiany czniowskiej ) i nawet gościłam gośćia z Hiszpanii.
Wszystko to robiłam, bo po pierwsze liczne te prace poszerzały moją wiedzę np. o strojach ludowych, potrawach regionalnych. Spotkanie z naszymi porzyjaciółmi z zagranicy w Polsce pomogło przełamać mi barierę  w mówieniu po angielsku a ponadto pokazało, że możemy mieszszkać w innych krajach, o odminennej kulturze, histori, ale w głębi serca wszyscy jesteśmy tacy sami. Najważniejszym powodem było jednak marzenie by zobaczyć Hiszpanie, i spełniło się ....

Miescowość, w której spędziłam pięć dni, była cudowna ! Niecałe dwie godziny od Madrytu, na mapie koło Portugali w górach. Przepiękna, wzięta jakby z bajki. Deleitosa tak się nazywała. Piękne, zagospodarowane pola. Pasące się zwierzęta  a w dodatku góry, których opisać nie potrafię. Niebezpieczne, nieprzystosowane do wędrówek przez co jeszcze nie skażone ludzką obecnością. Wielkie drapieżne ptaki latające wśród  szczytów. Chmury  widziane z nich ja wada lub płąnąca bita śmietana...Tak sobie wyobrażam raj.

Po za wspaniałymi ludźmi, kolegami i koleżankami, których nigdy nie zapomne a w dodatku ciekawe wycieczki. Każdego dnia po za tymi, w którym przyjechaliśmy i odjechaliśmy. Zwiedziliśmy między innymi zabytkowe Caceres. Kościół położony w górach "Virgen de la Montana ". Ruiny zamczyska położonego tak wysoko w górach, że wdrapywaliśmy się do niego z dwadzieścia minut "Cabanas del Castillo". Ponadto jeden z piękniejszych kościółów jaki widziałam wzięty wręcz  z serialów o średniowieczu "Virgin de Guadalupe".

Jednym z największym plusów tej podróży poza wymieniony powyżej do wzrost mojej motywacji do nauki angielskiego. Uczę się go sześć lat i zawsze mi się wydawało, że stoję w miejscu i momentami nawet mi się nie chciało otworzyć choć raz słownika przez cały dzień.  Jednak tam rozmawiając swobodnie z przyjaciółmi, słuchając przewodników mówiących po angielsku doszłam do wniosku, że musze lepiej przyłożyć się do nauki. Minimum 15 minut dziennie. To nie dużo zajmie mi czasu a tu pięćtam dziesięć da łącznie, że będę lepsza niz dotychczs.

Ponadto stwierdziłam, że kiedy już angielski będę miała stabilny z niemieckim na podobnym poziomie biorę się za hiszpański, bo cała jestem nim oczarowana. Jego dźwiękiem, akcentem a ponadto tak różnorodną Hiszpanią. Ponadto możliwość dogadania się nim w Ameryce Południowej sprawia, że maże o nim jeszcze mocniej. Wcześniej muszę się jednak skupić na angielskim a później niemieckim.

piątek, 19 września 2014

"Miłość i strach. Dzieje uczuć kobiet i mężczyzn. Cywilizacje starożytne.



Starożytność jeden z moich ulubionych okresów w histori świata. Nigdy chyba się mi nie znudzi, zawsze  odkrywam w nim coś czego dotychczas nie wiedziałam. Właśnie ta książka jest jedną z tych rzeczy. Grecja i Rzym widziany przez pryzmat uczuć, ich ukrywania lub popuszczania im. Kobieta u Greków i Rzymian, ich pozycja tak różna a to właśnie na tych dwóch cywilizacjach będzie opierała się prawie cała przyszłość od wyminię choćby  średniowiecze i renesans. Czas tworzenia się cywilizacji, filofii i pierwszych prób opisania uczuć, ale jak je opisać gdy sam autor miał z nimi nie lada problem ?

Autor zaczyna swą opwieść na interpretowaniu Homera, jednego z pierwszych dramatopisarz tych czasów.
Co jego dzieła mogą wnieść do rozważań autora? Co mogło przeoczyć się nam między wersami? Czasy kobiet, których jeden azylylem mógła być wyznaczona część domu.  Okres represjonowania uczyć miękkich jako nie godne a podziwiane są  jedynie arete i andrea ( dzielność, odwaga). Czasy kiedy uczucia można było jedynie ukazać, lekko uchylyć na światło dzienne podczas sympozjów, kiedy to podczas misterjów wielu unosi się "świętym szałem". Moment gdy hetery mogły poszcić  się wolność, której mężatki nie raz im zazdrościł, ale z czasem nadchodejdą  czasy cesarstwa ( wcześniej republiki) kiedy świat zmieni się nie do poznania.

Kocham historię, to chyba wszyscy już zauważyli, ale też i psychologię, a uczucia zawsze odgrywają w niej wielką rolę. Ucząc się dat, nazwisk wyobrażałam sobie tamte czasu, ludzi, którzy wtedy żyli. Jest jednak jeden haczyk, są czasy, które wyobrażam sobie z łatwością np. średniowiecze, ale i takie  które wymagają ode mnie większego wysiłku. Jednym z tych trudniejszych jest dla mnie właśnie starożytność, dlatego ta książka bardzo mi się przydała.

Autor opowiada nam wszystko z wyszukaną dokładnością i dociekliwością. Widać, że jest zafascynowany tym co robi i tą pasją nas obdarza. Opisuje tą ironię histori ( w sumie ona jest niej pełna) jak to w Grecji uczucia były blokowane, chowane i co to postępowanie robiło z ludźmi. Po drugiej stronie mamy wolnych Rzymian bawiącymi się w najlepsze uczucia, pragnieniami, władzą i innymi co też odbiło swoje znamię na histori mocarstwa.

Czemu ludzie wogóle uczą się histori, tych dat, miejscowości, nazwisk. Po co, skoro dziś wszystko jest na wyciągnięcie naszych dłoni w internecie? Jednym ( najsilniejszym) argumentem jest to, że tylko pamiętając o przeszłości, będziemy w stanie uczyć się na błędach przeszłości. Czy to się nam jednak udaje? Wciąż ponawiamy te same błędy, wciąż i wciąż z mozołem. Nie jeden cytat starych kronikarzy, lub autorów z tamtych czasów tak bardzo przywoływał mi przed oczy dzisiejszy świat.

Tom ten ( i poprzedni) pokazuje nam historię w sposób tak odmienny od tej co mieliśmy ( mamy) w szkołach. Pełną różnych ciekawostek nie raz już zapominianych,, wydarzeń i postaci od drugiej całkowicie nam nie znanej strony. Książkę tę mogę polecić z ręką na sercu wszystkim, którzy uwielbiają historię, ale i tym co za nią zbytnio nie pałają, bo kto wie może dzięki niej, zmienią swe myślenie?

Lubię tego autora i całą serię "Miłość i krew", ta część nawet jeszcze bardziej mi się podobała. Mogą dać jej z czystym sercem 4.5/5.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Księga ksiąg utraconych.



Nie jeden raz już miałam, że słyszałam dużo o jakiejś książce. Recenzje były bardzo zachęcające jej opis również. Wtedy akurat najczęściej okazywało się, że nakład wyczerpany, w antykwariacie jej nie było...
Lektura ta właśnie o tym opowiada. O wybitnych, zaskakujących książkach, które zagineły gdzieś na  przestrzeni wieków. Niektóre nawet nie dokończone a jeszcze inne miejące  swój zarys w głowie autora, ale na kartce nie pojawiły się nigdy. Niniejsza pozycja wydaje mi się że powinna być w każdej bibliotecce mola książkowego. Mnie samej podobała się choć mam do niej kilka zastzreżeń...

Zagineła komedia Homera. Z biblioteką  Aleksandryjską straciliśmy dzieło Ajschylosa. Nie zachował się żaden wiersz Sofeny. Zapodziało się gdzieś dzieło Konficjusza o muzyce. Zatracił się pierwowzór "Księgi Mormonów". Nigdy nie powstało dzieło Lebniza miejące pogodzić katolików z protestantami. Na przestrzeli stuleci powstawały arcydzieła by potem zatracić się w odmętach przyszłości. Nigdy ich nie przeczytamy, ale możemy wywnioskować z korespondecji ich autorów, pokreślonych notatek ich ogólny zarys i początkową historię. To właśnie składa się na niniejszą książkę.Stuard Kelly postanowił opisać najważniejsze jego zdaniem lektury, których utrata jest niepodzielną stratą dla ludzkości a zwłaszcza dla literatury.

Książka ta nawet mi się spodobała. Mile pisana choć momentami przerywałam czytanie, ponieważ autor zamieszczał opisy dzieł danego autora, które przetrwały a ja nie lubie wiedzieć jak kończy się dana pozycja zanim ją przaczytam. Po pewnym czasie zaczęła mnie jednak męczyć. Nawet kuszt literacki autora nie mógł mi przysłonić faktu, że każdy rozdział jaest tak samo pisany i przestał mnie zaskakiwać. Moje odczucia potęgowało tym bardziej, że na półkach czaekają na mnie bardziej wciągające książki.

 Patrząc z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się , że źle się  się za nią  wziełam .Nie polecam czytania jej tak jak powieści, tylko zachęcam do  powolnego czytania jednego dnia trzy rozdziały innego cztery.
Najlepiej to mieć przy sobie  inną  książkę, której poświęcamy swój czas na bieżąco a tą tak powoli po kilka rozdziały. Wtedy może zostawić nam lepsze wspomnienia o sobie.

Książce tej daję 3/5, bo choć ma ciekawą tematykę, to czyta się ją cieżko i trochę nudnawo.